Menu

Book Webmiss Fav Me Lay Forum

Avatars


Dodaj do ulubionych

About Site

Name: actress
Register:
Webmiss:Natalie

FAV

doda-tkidodatki-hpszablon-blogowyhp-szablonydodatki-ocenyzlodziejka-oklaskowdodatki-mileydangerous---gamelosy-doroslej-hermionygwyneth-nancytila-tequila


Links

Gry
Posprzątaj zamin wejdą rodzice
Jeden pingwin, jedna misja
Uratuj szryfa

Wyrwane
Co o mnie wiesz?
Sexi Snape.
Motylek
Nasz kurnik, nasze święta
Panie vs Panowie



Archive

2005
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (2)

2006
styczeń (2)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (2)

2007
styczeń (1)
luty (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)

2008
luty (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)



Lay by Carla
dodatki-oceny
Forum

Keep your love locked down. >> piątek, 26 września 2008 17:13:34
-Gdzie ona jest? – powiedział nerwowo Ron patrząc na zegarek - Zaraz się zacznie.
-Nie wiesz jak to z dziewczynami, potrzebują dużo czasu… - zaśmiał się Harry.
-No tak, stary, ale mogła by już… Na brodę Merlina! –zakrzyknął Ron.

Po schodach schodziły właśnie Hermiona i Ginny. Hermiona wyglądała zupełnie inaczej. Włosy miała wyprostowane i upięte w kok blisko szyi. A jej zielona suknia idealnie pasowała do brązowych włosów. Ron nie mógł oderwać wzroku, a Harry tylko się uśmiechał. Po chwili zeszły ze schodów.
-Łau… to znaczy… czy mogę prosić? – wykrztusił Ron i podał rękę Hermionie. Poszli w kierunku Wielkiej Sali.
Harry natomiast uścisnął Ginny, która była ubrana w złotą sukienkę, nieco skromniejszą, ale za to podkreślającą jej rude włosy. Harry złapał ją pod rękę i ruszyli do WS. Po chwili drzwi do PW Gryffindoru otworzyły się i wyszła Octavia. Gdy tylko pojawiła się na schodach każdy przechodzący chłopak rzucał spojrzenie w jej stronę. Trochę speszona zeszła i stanęła czekając na swojego towarzysza.

Draco bardzo starannie przygotowywał się do tej nocy. Odpowiednie uczesanie. Odpowiedni zapach perfum, który tak zniewalał wszystkie jego wielbicielki. Na koniec tylko smoking i można ruszać. Gdy dotarł na korytarz zobaczył już z daleka tą czerwień sukienki i czerń włosów. To na pewno ona. Staną za jakąś zbroją, po czym oparł się na niej rękę i patrzył z podziwem jak na obrazek, na Octavię. Mimo, że cały czas uśmiechała się do przypadkowych osób, czuła wzrastające napięcie i zdenerwowanie. Malfoy nie czekał podszedł pewnym krokiem do dziewczyny.
-Można panią prosić? – zapytał.
Dziewczyna instynktownie odwróciła się. Oczy zapłonęły, a na tworzy pojawił się lekki uśmiech.
-Oczywiście – odpowiedziała podnosząc brew.
Draco wziął ją pod rękę i razem szli do Wielkiej Sali, gdzie zmierzały ogromne rzesze czarodziejów z Sali wejściowej i uczniów. Octavia była strasznie spięta, wszyscy na nią patrzyli, policzki ją trochę piekły. Malfoy był tak pewny siebie, że nie zwracał uwagi na nikogo. Trzymał rękę mocno i stanowczo, jakby prowadził jeńca wojennego. Tymczasem Wielka Sala, dzięki zabiegom magicznym miała olbrzymie rozmiary mogące pomieścić wszystkich przybyłych. Udekorowana była we flagi domów, herby rodów czarodziejskich. Ogromne kosze z kwiatami stały przy ścianach, podłoga z kamiennej zrobiła się drewniana, a na stołach stały tace z różnymi potrawami i napojami. Na samym końcu stała scena, na której miał grać zespół. Po kilku chwilach na scenie pojawił się Dumbledore i zaczął przemówienie:
-Witam wszystkich przybyłych (tu wszyscy spojrzeli w jego stronę i sala umilkła) na specjalnie zorganizowanym balu, na cześć wielkiego święta… […]

Draco i Octavia stali bardzo blisko siebie. Ona czuła ten zapach perfum męskich, a on czuł delikatność jej skóry.

…z tej okazji chciałbym rozpocząć podziękowania. Najpierw…

Malfoy uśmiechnął się do Octavii.
-Teraz się zacznie wymienianie – powiedział.
-To tylko formalność – odpowiedziała Octavia.
Nagle wszyscy zaczęli bić brawa, które trwały bardzo długo, a które przerywał jedynie głos Dumbledore wypowiadającego kolejne nazwiska.

…Oczywiście, nie byłbym sobą gdybym nie podziękował na końcu tej długiej listy jeszcze jednej osobie. Mianowicie, chciałbym bardzo podziękować, za pomoc i za wsparcie oraz za ducha i wolę walki Octavii Lorens. Uczennicy, która przyjechała gościnnie na wymianę z Akademii Magii Beauxbatons. Pragnę powiedzieć, że jest to jedna z zdolniejszych czarownic, a jakimi spotkałem się w życiu…
Tu Octavia natychmiast oblała się rumieńcem. „Dobra bajeczka” pomyślała. Spuściła wzrok, kiedy wszyscy spojrzeli na nią i zaczęli klaskać. Ponieważ mowa Dumbledore strasznie się dłużyła, obecni kręcili się i rozmawiali ze znajomymi. Zrobiło się dość głośno, dlatego Dumbledore skończył:
-…Zapraszam już wszystkich do zabawy. I życzę wszystkim miłego wieczoru.
Wtem na scenie pojawili się muzycy i rozpoczął się bal. Moment ten uświetniono wybuchem wielkiego balonu konfetti, który właśnie został przyniesiony przez Irytka. W Sali zapanował niesłychany ścisk. Różni czarodzieje przepychali się albo do znajomych, albo w stronę parkietu. Octavia zaczęła nerwowo rozglądać się po sali. Ścisnęła mocno rękę Dracona, który z szelmowskim uśmiechem przypatrywał się jej z satysfakcją. Tymczasem z tłumu wyłonili się rodzice Malfoya. Lucjusz jak zwykle z nieodłącznym pogardliwym spojrzeniem, Narcyza dumna, ale bardziej smutna, a przede wszystkim wydawało się jakby przez pół roku zestarzeli się o kilka lat. Malfoy nie uśmiechał się już tylko zaczął nerwowo spoglądać wokoło. Octavia powiedziała uprzejmie dobry wieczór, po czym odwróciła się do Draco. Patrzyli sobie chwilę w oczy, po czym Octavia zaczęła:
-Może…
-Zatańczymy?? – wyprzedził ją.
W tym momencie dziewczynie serce skoczyło do gardła. Przypomniała sobie, jak tańczyli podczas przyjęcia noworocznego i co potem się stało, więc natychmiast odpowiedziała:
-Może czegoś się napijemy? – wypaliła.
-No dobrze… - powiedział Draco. Jak na razie nic nie układało się po jego myśli. Octavia nie chce zatańczyć, przyszli starsi, a zamek to już nie miejsce nauki, gdzie można spokojne realizować marzenia. Tym panu Malfoyowi nie brakowało. Podeszli do stołu, po czym Octavia długo zaczęła się zastanawiać na co ma ochotę, patrzyła na Draco czegoś się domyślając. Postanowiła jednak zaryzykować i nalała sobie bardzo dymiącego, zielonego drinka. „Ciekawe, co to jest?” pomyślała i podniosła kieliszek do ust. Najpierw zrobiło jej się bardzo słodko, a potem nie mogła złapać oddechu. Napój smakował tak, jakby ktoś do lemoniady wrzucił opakowanie miętowej gumy do żucia i przyprawił wódką. Mimo, to potrząsnęła głową. Malfoy właśnie przyszedł ze swoim drinkiem czerwonym, jak krew. I ohydnie cuchnącym. Dziewczyna najpierw odsunęła się lekko, by do końca wypić swojego drinka. Wtedy to właśnie wypity alkohol uderzył jej do głowy. Najpierw uśmiechnęła się ponętnie (ku zdziwieniu Malfoya, który odwzajemnił uśmiech), a potem włąpała za krawat i przyciągnęła do siebie, tak blisko, że stykali się nosami. Malfoy poczuł narastające podniecenie, potem mocne perfumy, a na końcu wódkę i to w dodatku w ustach. Pocałunek, jakim został obdarzony był inny niż dotychczasowe. Nie był już jednorazowym, skradzionym wyznaniem, ale jakby namiętnym oddaniem. Nie widział jej jeszcze nigdy w takim stanie. Namiętanie całuje, ponętnie się uśmiecha, a w dodatku ma gdzieś, że dookoła są ludzie. Właśnie temu pocałunkowi przypatrywały się oczy Malfoyów, Harry’ego, a nawet Dumbledore, który właśnie szedł do Harry’ego. Malfoyowie wymienili znaczące uśmieszki, Harry westchnął i natychmiast spojrzał na Ginny, a Dumbledore zmarszczył brwi, jakby czuł, że coś jest nie tak. Kiedy już Octavia odkleiła się od Malfoya złapała go za rękę i wprowadziła w tłum. Pod sceną uczniowie tańczyli w rytm jakiegoś szybkiego kawałka. Tak mijały godziny, zespół „Fatalne Jędze” najwyraźniej chciał zmęczyć młodych i szybko zapędzić ich do łóżek. Plan się udał, gdyż, kiedy muzycy odeszli na przerwę parkiet nieźle się wyludnił. Około dwunastej w nocy Malfoy miał dość, kolka dokuczała od godziny, w ustach sucho, a Octavia dopiero, kiedy była przerwa, usiadła i odpoczęła. Znowu napiła się swojego zielonego świństwa, które Draco teraz jej zabrał i podał sok dyniowy.
-No przestań soczek?? – powiedziała śmiejąc się.
-Tak, bo już trochę przeginasz.
-Może troszeczkę… ale jest w przecież koniec, trzeba wypić za zwycięstwo, za powrót do domu… wakacje – powiedziała i czknęła.
-Wiesz, może chodźmy na dwór trochę się przewietrzyć.
-Nie, dlaczego jest taka fajna impreza… - powiedziała z uśmiechem i dziwnym spojrzeniem. Teraz plany Malfoya zaczęły się komplikować.
-A ty czemu nie pijesz? – zapytała, uśmiechając się uwodzicielsko.
-Nie mam ochoty…

Dziewczyna podniosła jedną brew do góry. Wstała z krzesła i pochyliła się nad blondynem.
-No uśmiechnij się chociaż… - powiedziała trzymając palcami jego brodę.
Draconowi coraz mniej się to podobało. Pragnął taką Octavię, namiętną, seksowną, ale nie pijaną i nie pokazującą swoje wdzięki na oczach pięciuset osób. To miało być tylko pomiędzy nimi. W tym momencie zrozumiał, że nie taką ją poznał. Wtedy była dumna, małomówna, trochę wyniosła, wtedy to pociągało. Teraz robiło wrażenie albo obojętności, albo pogardy. Tak się teraz czuł Draco. Nie chciał, żeby ten wieczór tak wyglądał. Nie tak. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Wstał i spokojnie podszedł do Octavii, która piła właśnie drugi kieliszek tego zielonego świństwa. Właśnie podnosiła kieliszek do ust, kiedy złapał za niego i odstawił, po czym szepnął do ucha:
-Na pewno chciałabyś czegoś lepszego od drinka…
Dziewczyna uśmiechnęła się. Obracając lekko głowę odpowiedziała przez ramię:
-Jednak zrozumiałeś.

Poczuła jego dłoń w swojej, potem pociągnięcie. Szli przez rzednący tłum. Potem na schody w Sali wejściowej. Potem przez korytarze. Byle dalej od ludzi, od wszystkiego. Octavii nagle zakręciło się w głowie, zaczęła się śmiać jakby była chora psychicznie. To, co widziała, było dość zniekształcone, zielone i dziwnie śmieszne. Malfoy odwrócił się. Dziewczyna zaczęła uśmiechać się jak dziecko, po czym wybuchnęła śmiechem. Usiadła na podłodze śmiejąc się do rozpuku i pokazując na Draco. Nie wiedział, o co chodzi. Teraz jednak dziewczyna leżała na posadzce i trzymała się za brzuch. Oddychała ciężko, po czym szepnęła:
-Niedobrze mi…
-No nie… mówiłem, żebyś tego nie piła.
Klęknął przy niej i podniósł. Po chwili zobaczył jak wymiotuje zieloną mazią na siebie i podłogę.
-O kurcze… - wyrwało jej się, podparła się rękami – przepraszam. Malfoy wyjął różdżkę i mruknął Chłoszyść, wymiociny zniknęły. Blondyn złapał Octavię za podbródek podniósł jej głowę. Na twarzy miała ślady, po spływających łzach. Draco spojrzał na nią z politowaniem i współczuciem.
-Powinnam była ci powiedzieć, żebyś mnie pilnował z piciem, zawsze tak mam, słaba głowa – powiedziała zimno – przepraszam.
-Ach… - powiedział Malfoy i uśmiechnął się dość pogardliwie. Chciał coś powiedzieć, ale Octavia zbliżyła się do niego i musnęła jego usta. Zamknął oczy. Za chwilę poczuł kolejne muśnięcie, tym razem jednak położył Octavii rękę na szyi i przyciągnął do siebie. Nie wiedział ile to trwało. Zapomniał. Octavia pierwsza przerwała. Wstała i podała mu rękę. Podciągnął się, po czym zaczął:
-Już dawno miałem to powiedzieć…
-Ale już mówiłeś… - powiedziała i złapała go za ręce.
-I…?? – zapytał z drżącym gardłem.
Octavia objęła Draco za szyję i szepnęła:
-Ja ciebie też…
Popatrzyła mu w oczy przez chwilę, po czym oddaliła się.

komentarze [1]

(Nie)Spodziewane zwycięstwo. >> poniedziałek, 18 sierpnia 2008 20:39:14
Witam! Znowu sie nie popisałam tą notką, ale tak to już jest. A że wolę dokończyć, to co zaczęłam, to dodaję kolejną część, żeby po prostu to skończyć. Im szybciej tym lepiej :)

Nagle, w jednym momencie, stało się wiele rzeczy. Jakby w zwolnionym tempie Harry spojrzał w dół. Hermiona i Ron zaczęli krzyczeć, a dorośli ciskać zaklęcia w wijących się z bólu śmierciożerców. Octavia podbiegła do krawędzi. Wszystko zadrżało. Lawa zabulgotała. Harry rzucił jej linę, ale ręce tak mu drżały, że upuścił ją w przepaść. Złapał się za czoło i upadł na ziemię. Octavia odsunęła się, wzięła rozpęd, po czym przeskoczyła, jak nigdy dotąd, przez przepaść. Upadła obok Harry’ego.
-Nic ci nie jest? Harry!?

Chłopak ciężko oddychał. Octavia pochyliła się nad nim. Poczuła bijący okrutnie żar.
-Hermiona! Ron! – zawołała.
-Co jest… Harry! – krzyknął Ron i pobiegł do przyjaciela.
-O nie! To ta blizna! – powiedziała Hermiona.
-Zróbcie coś, a ja wymyśle jak się stąd wydostać – odpowiedziała szybko.

Drżenie otoczenia wzmogło się. W sufitu zaczęły spadać kawałki skały. Okrutne gorąco paliło oczy i twarz. Octavia podbiegła do Dumbledora:
-Proszę pana, musimy się sta wynosić.
-Jakiś plan?
-Hmm… może… -przetarła twarz ręką – Aha! Spadochron! Możnaby wyczarować.
-Można… Ale się nie da.
-Jak to?? Musi się dać, w końcu kim jesteście…
-Tu nie oto chodzi… - rzucił Moody – Wy mugole, myślicie, że wszystko się da wyczarować. Ot tak sobie pstryknąć palcami…
-A jest inne wyjście…
-Lawa się podnosi! – krzyknęła Tonks.
Wszyscy odwrócili się. Dlatego zrobiło się tak duszno.

-Szybko uciekajmy! – zakrzyknął Ron.

Dumbledore zamknął na chwilę oczy. Machnął różdżką. W górę uniosła się niewielka bańka, jakby mydlana, podleciała do Octavii. Dotknęła jej palcem. Bańka powiększyła się i zaczęła pochłaniać dziewczynę. W środku Octavia poczuła przyjemny chłód oraz to, że nie ma grawitacji. Bańka natychmiast wchłonęła każdego po kolei. Łącznie z związanymi niewidzialnym sznurem, nieprzytomnych śmierciorzerców. Gdy wszyscy byli w środku bańka uniosła się, a Octavia ujrzała zbliżające się niebo…


***


Nie wiadomo, co było dalej. Octavia ocknęła się leżąc na plaży przy brzegu morza. Obok jacyś ludzie w białych fartuchach kręcili się obok Harry’ego. Aurorzy rozmawiali z jakimiś urzędnikami. Śmierciorzerców ani śladu. Dziewczyna odwróciła się i usiadła na piasku. Miała na sobie strój szkolny, tylko, że wcześniej go zdjęła. Nie miała siły się podnieść. Każda cześć ciała bolała ją nie miłosiernie. Jednak najbardziej chyba bolało ją serce. Spojrzała w niebo.

***

Minęło kilka tygodni. W całym świecie czarodziejów wrzało. Nikt nie wiedział, co się stało. Było mało informacji, co prowadziło do plotek. Wiadomo było jedno Voldemort nie żyje. Harry wrócił do szkoły, po kilkudniowej obserwacji w św. Mungu. Hermiona i Ron nie wychodzili z dormitoriów z obawy przed gradem pytań. Octavia leżała w skrzydle szpitalnym, gdyż zemdlała i była długo nie przytomna. Dumbledore przez cały czas był w Ministerstwie Magii, a właściwie w Departamencie Tajemnic, gdzie szukał odpowiedzi na dużo pytań. Musiał być pewien wszystkiego zanim Minister poda do informacji publicznej cokolwiek.

6 czerwca rano Dumbledore odłożył pióro. Patrzył na długie oświadczenie opisujące przebieg wydarzeń. Uśmiechnął się do siebie i sięgnął po filiżankę herbaty. Do gabinetu dyrektora wszedł jakiś młodzieniec. Odchrząknął i ukłonił się lekko.
-O, Percy! – powiedział Dyrektor odkładając filiżankę. Wstał i podał rękę najstarszemu z Wesleyów. Wziął z biurka pergamin i zwinięty podał chłopakowi.
-Możesz przeczytać, tylko nie mów nikomu zanim nie wydrukują pierwszego egzemplarza – powiedział i wróciła za biurko. Percy najpierw uśmiechnął się lekko, potem spojrzał na pergamin i powoli wyszedł z gabinetu. Dumbledore wziął jeszcze jeden zwój pergaminy i napisał:
„Z uwagi na ostatnie wydarzenia, szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart organizuje wielki bal…”

***

Szarooki blondyn szedł korytarzem. Inni spoglądali na niego to z przerażeniem, to z pogardą. Już się wydało, że Draco Malfoy był pomocnikiem Czarnego Pana, a ponieważ on już został unicestwiony, pozostał tylko wstyd i hańba dla rodziny. Nie było wyjścia trzeba było stawić temu czoło. Przeszedł przez kilka korytarzy i skierował się nad jezioro. Słońce mocno przygrzewało już od połowy maja, ale dzisiaj był niesamowity upał. Szedł w rozpiętej koszuli, niosąc kopertę. Postanowił przyspieszyć kroku. Minął błonia i zobaczył jezioro. Wśród wielu osób, które skryły się w cieniach drzew lub postanowiły ochłodzić się w wodzie, wypatrywał jednej. Miała długie czarne włosy, zielone oczy, jasną cerę. Na samo wspomnienie o niej blondynowi coś rosło w żołądku. Nagle zobaczył ją, szła sama w stronę szkoły. Bez namysłu skoczył ku niej. Jak cień szedł kilka kroków, po czym położył jej rękę na ramieniu.
-Jeżeli znowu chcesz zapytać się, co się stało to… - zaczęła poirytowana Octavia odwracając się od tyłu. W tej chwili ich spojrzenia skrzyżowały się. Stanęła naprzeciwko lekko zmieszana i nadal patrzyła w jego oczy. Draco zbliżył się tak, że mogła widzieć jak bardzo jest spocony i zdenerwowany. Serce obydwojgu waliło jak młot. Z daleka wyglądali jak dwa gołębie zbyt nieśmiałe, aby się zbliżyć do siebie. W końcu blondyn złapał rękę Octavii i włożył do niej kopertę.
-Daj mi szansę – powiedział łagodnie i cicho.
-Przecież żadnej nie straciłeś – odpowiedziała dziewczyna i odeszła w stronę szkoły.

***

Octavia weszła do dormitorium, na swoim łóżku siedziała Hermiona i czytała książkę. Gdy zobaczyła czarnowłosą, podniosła głowę, a książka natychmiast poszła w odstawkę.
-Co tam na świecie się dzieje? – zapytała ożywiona.

Octavia uśmiechnęła się:
-To, co zwykle… z małym wyjątkiem – tu podała Hermionie kopertę – czytaj.
-A to co… - Hermiona otworzyła kopertę i wyjęła ładną kartkę w starodawny wzór kwiatowy – uuu… chyba jakiś list miłosny.
Dziewczyna przebiegła oczami kartkę. Z każdą chwilą jednak przeważało zdumienie. Odchrząknęła i zaczęła czytać:
-Zaproszenie. Serdecznie zapraszamy na wielki bal, który odbędzie się w Szkole (bla, bla) 30 czerwca od godziny 17. wraz z osobą towarzyszącą. Podpisano: Album Dumbledore…
I jest dopisek: chciałbym, a byś mi towarzyszyła… DM. Ooo… pójdziesz? – zapytała Hermiona.

Octavia stała i patrzyła w okno uśmiechając się.
-Nie wiem… - powiedziała tak radośnie jak nigdy dotąd.
-A, co się w ogóle stało, że masz takie znakomity humor??
-Może po prostu mam dzisiaj dobry dzień.
-No raczej na pewno dobry, skoro sam pan Malfoy cię zaprasza – powiedziała Hermiona podnosząc brwi. Odkąd pierwszy raz go zobaczyła od razu znienawidziła i wiedziała, że nie pomyliła się ani trochę. Był skrajnym egoistą, a do tego chamem. I ten ironiczny uśmieszek. Widocznie było w nim coś, co przyciągało dziewczyny skoro zawsze któraś zdychała za nim na korytarzu, ale Hermiona nie lubiła tego typu chłopaków. I całe szczęście dla niej. Jednak od początku, gdy Octavia pojawiła się na horyzoncie, trochę zmienił nastawienie. Ciągle się na nią patrzył. Często niby przypodkiem przechodził. Najbardziej widać to było w końcu kwietnia. A teraz to zaproszenie.

Hermionie nie chodziło jednak o zaproszenie. Jak się okazało, a potem było powszechnie wiadomo, po tym jak każdy ze śmierciożerców doznał bólu i cierpienia, on jakby nic nie stało uczestniczył w unicestwieniu Voldemorta. A ponieważ jak tylko znalazł się na stałym lądzie uciekł i nie było dowodów, że w ogóle brał udział w czymś takim. Mimo, że członkowie zakonu razem z Harrym, Ronem, Hermioną i Octavią wiedzieli, że był, nie powiedzieli tego nikomu z Ministerstwa. Tym samym imię Malfoyów zostało oczyszczone z zarzutów bycia zwolennikami Czarnego Pana. Świat czarodziejów jednak nie zapomniał dawnych uraz i nadal był przekonany, że Malfoyowie to zwykli zdrajcy. Octavia wiedziała o tym, bo codziennie sama przynosiła Hermionie „Proroka Codziennego”, gdzie można było znaleźć wszystkie informacje.

-A może byś wyszła z tego pokoju?
-Oj wole nie. Zaraz będą za mną chodzić jakieś grupki i dopytywać o wszystko, a tu przynajmniej mam spokój i jest chłodno.
-Dobrze – powiedziała z uśmiechem i położyła się na łóżko – To, co iść?
-Wiesz, ja pewnie pójdę z Ronem, Harry z Ginny, więc…
Octavia popatrzyła na Hermionę jak na wariatkę i szybko wrąciła:
-Więc co mam zrobić?
-Powiem ci szczerze, ja Malfoya nie cierpię, więc możesz robić, co tylko zechcesz.
-No tak, tego mogłam się spodziewać. Dzięki – powiedziała Octavia i odwróciła się na pięcie.


komentarze [3]

You have to believe in me. Część 2 - ostatnia. >> poniedziałek, 23 czerwca 2008 10:25:05
Witam! Długo nie mogłam dodać tej notki, chyba z lenistwa, bo napisana była dość dawno. Nie wiem czy jeszcze jest sens to pisać. Chociaż najgorsze minęło, a najlepsze nadejdzie. Mimo to na razie naskrobię do końca tej części i zacznę, miejmy nadzieję, tą trochę lepszą i bardziej składną. Pozdrawiam

Wszystko dookoła pojaśniało. Niebieskie smugi światła padały na twarze oniemiałych czarodziejów i dobijały się w nich źrenicach. Ciało Octavii podniosło się wysoko w górę. W jej oczu i ust wydobywały się promienie oświetlające całe pomieszczenie. Kiedy tylko pierwsze gamy światła padły na wrota, w ich wgłębieniach pojaśniała ta sama niebieska smuga, która zaczęła rozprzestrzeniać się na całe drzwi, ujawniając tajemniczy wzór. W głowie dziewczyna usłyszała:

-Ratując świat, uratuj bliskich, bo ratując bliskich, uratujesz świat. Dam ci klucz przeznaczenia, abyś nie zabłądziła w drodze do celu.

Octavia wyciągnęła ręce w powietrzu. Wszyscy, coraz bardziej przerażeni, spoglądali to na nią, to na siebie. Hermiona wydała zduszony okrzyk, kiedy ręce Octavii wskazywały na nią. Dumbledore przyglądał się temu z zaciekawieniem, Harry zdziwiony zaczął głęboko oddychać, a Szalonooki obserwował, a jego szklane oko wirowało jak nigdy wcześniej.

Octavia jednak była z zupełnie innym świecie. Oto przed jej oczami ukazał się wielki ocean, na niebie migotało tysiące gwiazd, na pod jej stopami widziała ogromny wir, zasysający wodę do środka. Nagle pojawiła się Alora, niczym syrena podeszła w powietrzu do dziewczyny i wręczyła jej długi klucz, z wielkim szmaragdowym okiem na końcu. Nic nie powiedziawszy, rozłożyła ręce i spadła prosto w wir.
-Nieeee!!

Octavia otworzyła oczy, leżała na zimnej posadzce z różdżką w ręku. Dookoła niej klęczeli wszyscy oprócz Dumbledora, który stał nadal przy drzwiach.
-Kiepsko wyglądasz – mruknął Ron, po chwili milczenia.
-Co widziałaś? – zapytał Harry.
-Alora dała mi klucz, a potem rzuciła się w wir morki i koniec – powiedziała na wydechu.
Hermiona przewertowała „Amulety…”, po czym zwróciła się do wszystkich.
-A może to tylko takie zjawisko, może to ze zmęczenia.
-Wiesz, jeszcze parę miesięcy temu powiedziałabym dokładnie to samo…
-A w ogóle – odezwała się dalej – to myślę, że już mamy odpowiedź jak przejść przez drzwi.
-A niby skąd ? – odezwał się Ron.
-Ja tez już chyba wiem – powiedział Harry – chodź – wyciągnął rękę do Octavii. Dziewczyna chwyciła i podniosła się z ziemi. Szybkim krokiem podeszła do drzwi.

-Nie ma czasu.

Wsadziła jeszcze raz rękę do ogromnego zamka. Drzwi natychmiast przeszły niebieskim światłem. Następnie rozległ się szczęk zamków i drzwi powoli otworzyły się. Wszyscy uśmiechnęli się i ruszyli do środka. Powitał ich zapach siarki i masa gorącego powietrza. Gdy tylko drzwi się zamknęły do sali wpadł Voldemort i śmierciożercy.

Po drugiej stronie uczestnicy wyprawy zastanawiali się którędy iść. Ponieważ korytarz rozdwaja się na dwa korytarze, należały wybrać któryś z nich. Kierując się w prawo zaczęli iść pod górę coraz bardziej odczuwając wysoką temperaturę.

Draco stanął na końcu i gorączkowo myślał. Jeżeli mają wejść do środka muszą to zrobić szybko inaczej Octavia, Porter, albo Dumbledore zniszczą amulet, a wtedy złość Czarnego Pana może nie oszczędzić nikogo. Voldemort stanął przed drzwiami i zamknął oczy, dobrze wiedział jak je otworzyć, ale wymagało to skupienia. Wysoko nad oceanem stała dziewczyna o syrenich włosach trzymająca klucz. Jedną myślą, jednym zaklęciem, zabrał dziewczynie klucz i uciekł tak, jak najszybciej potrafił.
-Tak – powiedział otwierając oczy. Włożył rękę do otworu, a drzwi rozbłysły niebieskim światłem, szczęknęły zamki i wrota stały otwarte przed największym magiem w historii dziejów. Śmierciożercy uśmiechnęli się i nieśmiało wkroczyli na nieznajomy teren. Voldemort stanął na rozstaju korytarzy i skierował się w lewo.

***

-Długo jeszcze? – marudził Ron pod nosem.
-Nie wiem – powiedziała Octavia.
-Ron, czy ty naprawdę musisz narzekać w najmniej odpowiedniej chwili? – mruknęła Hermiona.
-Dzieci! – powiedział Moody.

Harry raptownie zatrzymał się w miejscu.
-Co się stało? – zapytała Tonks.
-On tu już jest.
Wszyscy stanęli jak wryci. Najpierw nikt nie wiedział co robić, dopóki zielony promień światła nie błysnął kilka metrów przed nimi.
-Biegiem! – krzyknęła Octavia - Nie mogą dostać pierwsi amuletu!!!
Ruszyli biegiem do góry. Po kilku metrach ściana korytarzu kończyła się. Gdy tylko agentka spojrzała w bok, zrozumiała, że są we wnętrzu wulkanu. Korytarz zamienił się w wąskie przejście oddzielone nie licznymi kolumnami od przepaści. Po drugiej stronie ciągnął się równoległy korytarz.
-Tam są! – usłyszeli i zobaczyli, że po drugiej stronie nadciąga Voldemort i śmierciożercy.

Biegli coraz szybciej. Czasem, gdzieś przeleciał błysk światła, czasem ktoś krzyknął jakieś zaklęcie. Octavia jednak nie zwracała na to uwagi biegła przed siebie, co jakiś czas tylko unikając kolejnych zaklęć. Nagle błysk strzelił w ziemię przed nią, kamienie rozłupały się na kawałki i spadły w dół tworząc przepaść. Po drugiej stronie rozległ się donośny śmiech, a śmierciożercy znacznie przyspieszyli.
-No świetnie – krzyknął Ron patrząc w dół - zraz nas załatwią.
-Bez paniki, odsunąć się – powiedział Moody i wycelował różdżką w dziurę. Natychmiast pojawiła się tam drabina. – Idź pierwsza.

Octavia nie pewnie przeszła po drabinie na drugą stronę. Odwróciła się zaczęła biec ile sił w nogach. Kiedy już Hermiona, Ron, Harry i Dumbledore biegli dalej, Moody przeszedł przed drabinę. Tonks uśmiechnęła się. Postawiła stopę na drugim szczeblu. W oddali słychać było kolejne uderzenie. Tonks zachwiała się, a po chwili jej druga noga przeleciała przez drabinę.
-Aaaa!
-Nieee! – krzyknął Lupin i rzucił się na drabinę. Dziewczyna wisiała w powietrzu nad parującą lawą.
-Ratunku! – krzyczała. Lupin odchylił się i próbował ją wyciągnął, kiedy w oddali znowu coś uderzyło. Ręka Tonks wysunęła się z ręki Lupina.
-Nieee!! Nie zostawiaj mnie, Remusie – krzyknęła. Po czym znów próbowała chwycić jego rękę.
-Trzymaj się – powiedział i wolną ręką sięgnął po różdżkę. Mruknął zaklęcie i Tonks zawisła w powietrzu.
-Dzięki – powiedziała – ale nie ma czasu, szybko.

Po chwili zaczęli razem biec dalej.

-Ciekawe, co się tam dzieje? – rzucił Harry.
-Miejmy nadzieję, że nic strasznego – powiedziała Hermiona.
-Chyba już nie daleko – krzyknęła Octavia.

Nagle z drugiej strony rozległy się krzyki i cała fala światła poleciała prosto na nich. Octavia rzuciła się na ziemię, reszta odskoczyła w bok, a Dumbledore wyczarował sobie tarczę. Zaklęcia odbiły się i poleciały w kierunku, śmierciożerców, którzy natychmiast rozstąpili się. Rozgorzała walka. Każdy, kto miał jeszcze trochę siły rzucał w pośpiechu jakieś zaklęcie. Śmierciożercy nie pozostali dłużni.
-Już niedaleko, już niedaleko – mruczała Octavia. Na końcu tunelu zamajaczyło światło.
-Tam! – krzyknęli jednocześnie Voldemort i Octavia.
Wszyscy rzucili się do góry niczym charty za zającem. Octavia wbiegła na górę i zatrzymała się na samym końcu. Przed nią kończyła się droga. Ogromne wnętrze wulkanu było wypełnione gorącym powietrzem. Octavia stanęła na skraju przepaści. To samo zrobił Voldemort. Pomiędzy nimi, na środku znajdowała się mała wysepka lewitująca w powietrzu. Na wysepce znajdował się kufer otoczony jasną poświatą.

-Niestety, - powiedział Voldemort - ale amulet jest już mój!
-Nie tak prędko! – odezwała się Octavia – przybyliśmy tu jednocześnie, więc teraz musi się pojedynkową co pierwszeństwo.
-Nie – rzucił Harry.
-Boisz się, Harry Porterze, że twoja przyjaciółka zginie za ciebie. Ale nie martw się nie będziesz długo cierpiał jak tylko obejrzysz jak oni wszyscy umierają sam zginiesz.
-Nie byłbym tego taki pewien – odezwał się Dumbledore, wychodząc na przód – najpierw będziesz musiał pokonać mnie.
-Oo, Dumbledore. Myślałeś, że nie znajdę drogi do amuletu, a jednak myliłeś się. Zapewne nie wiesz, ale to wy dostaliście się tutaj dzięki mnie. To ona doprowadziła was do mnie.
Octavia spojrzała Voldemortowi w oczy.
-Miłość i tak wszystko zwycięży.
-Co?? Miłość…. Hahaha… Jesteś jeszcze młoda i naiwna. Nie zrozumiesz pewnych rzeczy.
-Ciekawe – powiedział Harry – Sam dobrze wiesz, że najbardziej boimy się tego czego nie znamy. Może czas pomyśleć nad własnymi słabościami.
-Ja nie ma żadnych słabości, Potter – syknął Voldemort.
-I tu się mylisz… - powiedziała Octavia. Natychmiast wyciągnęła linkę z paska. Wystrzeliła ją w postument i znalazła się na wysepce. Wtem Voldemort podniósł różdżkę i krzyknął:
-Avada kevadra!
Zielone światło poszybowało w stronę dziewczyny. Wszyscy zbledli i wstrzymali oddechy. Jednak w połowie drogi odbiło się i trafiło w kamienny sufit.

-Zobacz teraz jak kończy się twój żywot – powiedziała.

Voldemort jednak był szybszy, zamienił się w czarną chmurę i przedostał się na wysepkę. Podniósł różdżkę, zielone światło rozbłysło. Dumbledore machnął swoją różdżką, Harry swoją, Moody swoją i razem stworzyli tarczę, która po raz kolejny odbiła mordercze zaklęcie od Octavii.

-To musi być sprawiedliwy pojedynek.
-Więc dobrze.

Octavia stanęła na jednym końcu, Voldemort na drugim. Po chwili zaczęły padać zaklęcia. Jedne odbijały się od przeciwzaklęć inne szybowały gdzie w wolną przestrzeń. Tym czasem Harry patrzył na kufer z amuletem, im zaklęcia były mocniejsze, tym kufer bardziej świecił. Hermiona też to dostrzegła. Spojrzeli na siebie. I w tej samej chwili…
Harry i Hermiona krzyknęli: Kufer!
Zaklęcia Octavii i Voldemorta spotkały się i odbiły.
Z przeciwległych stron poszybowały zaklęcia.

W Octavię uderzyło jej własne Expeliarmus i różdżka wyleciał jej z dłoni, a w Voldemorta uderzyło Drętwota, co odepchnęło go na sam brzeg wysepki, zachwiał się, po czym spadł.

Śmierciożercy krzyknęli, Voldemort trzymał się ręką brzegu. Octavia rzuciła się do kufra i otworzyła go. Podniosła pulsujący i bardzo ciepły medalion. W złotej oprawce migotał czerwony kamień. Dziewczyna nałożyła go na szyję. W tej chwili wszystko rozjaśniało. Wszystkie oczy utkwione były w Octavii, Voldemort resztką sił wdrapał się na wysepkę jednak zanim zdążył coś powiedzieć, Octavia pomyślała: Chcę, aby Voldemort zniknął raz na zawsze i żeby śmierciożercy zostali ukarani za swoje zbrodnie…

Voldemort został porażony żółtym światłem i zepchnięty z wysepki, krzycząc w niebogłosy spadał, aż jego ciało utonęło w lawie.







Śmierciżercy zawyli jednym głosem. Octavia zdjęła amulet. Podeszła do krańca wysepki i zawiesiła rękę z amuletem nad przepaścią.

-Tak będzie lepiej…

Wszyscy patrzyli jak amulet spada w dół…


komentarze [4]

You have to believe in me. Część 1. >> niedziela, 17 lutego 2008 13:19:56
Witam! Dawno nie było żadnej notki, bo dawno nie miałam czasu, ze ją skończyć. Może nie jest zbyt piękna, ale fabuła się posuwa w zawrotnym tempie. Miłego czytania!

Harry i Ron otworzyli usta ze zdziwienia. Tonks uśmiechnęła się krzywo, a Hermiona wybałuszyła oczy. Tylko Dumbledore stał i uśmiechał się na ten widok. Octavia zaczęła iść w kierunku dżungli i nie zwracała uwagi na spojrzenia towarzyszy. Pierwsza odezwała się Tonks:

-Co to ma być? – zapytała z kpiną w głosie – Jakiś nowy styl w modzie?
-Nie - odpowiedziała krótko i oschle Octavia, po czym odwróciła się w ich stronę i powiedziała – Jestem agentką…
-To ma być jakiś żart??!! – zawołał Ron.
-Nie, to nie jest żart. I żeby było jasne… - spojrzała na dyrektora – …jestem tutaj żeby wam pomóc, a to, że dzieją się dziwne rzeczy to tylko i wyłącznie kwestia albo przypadku, albo… albo… przeznaczenia.

Hermiona, która stała do tej pory bez ruchu rzekła:
-Ale… dlaczego… dlaczego nikt nie poinformował nas o tym wcześniej – spojrzała z wyrzutem na profesora Dumbledore’a.
-Uznałem, że tak będzie lepiej i dla was, i dla innych uczniów. W ten sposób Octavia uniknęła nie wygodnych pytań, a ja nie musiałem się tak martwić.
-A co ona tu robiła tyle czasu?? – zapytał Harry, który włączył się do rozmowy.
-Miałam za zadanie pilnować, żeby nic Ci się nie stało i żebyś nie zrobił czegoś pochopnie… - powiedziała Octavia.
-Tak. To było jedno z najlepszych rozwiązań, jakie mogłem zastosować po wydarzeniach poprzedniego roku. Nie miałem wyjścia Harry. Dobrze wiesz, że nawet gdybym bardzo chciał, nie mógłbym być z Tobą o każdej porze dnia i nocy. Dlatego właśnie pomyślałem, że przyda mi się taka pomoc – odpowiedział starzec i zaczął podchodzić na skraj lasu.

Harry już nic nie powiedział, popatrzył tylko na Octavię z wyrzutem i podszedł do Dumbledore’a.
Hermiona i Ron zrobili to samo, a Tonks wyglądała na dość oburzoną, że Dumbledore nie wspomniał nic o tym na sierpniowym spotkaniu Zakonu. Lecz chcąc, nie chcąc powlekła się w ich stronę.

-Myślałem, że można Ci ufać… - stwierdził Harry, patrząc na Octavię jak na trędowatą. Minął ją i podszedł do Dumbledore’a.

Dyrektor szedł wzdłuż nie widzialnej ściany otaczającej dżunglę.
-Harry… nie o to chodzi, że Ci nie ufam i że nie wierzę w Ciebie… - zatrzymał się i badał różdżką fragment ściany przed nim – to chyba tutaj…
-Czy pan mnie w ogóle słyszy?? – zapytał wyraźnie zdenerwowany.
-Oczywiście, Harry, ale myślę, że już wystarczająco odpowiedziałem na Twoje pytania…
-Nie… panie profesorze domagam się odpowiedzi na jeszcze jedno pytanie.
-Jakie, Harry? – zapytał Dumbledore, po czym odwrócił się i nachylił nad Harrym.
-Dlaczego Octavia??
Dumbledore wyprostował się. Spojrzał na Octavię. Dziewczyna podeszła do nich, odrzuciła włosy do tyłu i powiedziała:
-To misja dla najlepszych.
-To misja dla najlepszych – zadrwił Harry przedrzeźniając Octavię – dla najlepszych mugoli, którzy gówno wiedzą o mnie i o czarach i o tym co przeszedłem… Jak pan mógł mi to zrobić?
-Mogłem i zrobiłem. Koniec. Idziemy – powiedział nienaturalnie i powrócił do badania ściany.

Mijały minuty. Ron rzucał kamienie to morza. Harry usiadł na piachu. Hermiona i Tonks czytały „Amulety…”, Dumbledore nadal badał ścianę, co chwila mrucząc coś pod nosem i zastanawiając się dalej. Octavia stała w tym samym miejscu, co wcześniej, ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Wiatr rozwiewał jej włosy, które lśniły srebrem w słońcu. Patrzyła na odległy horyzont. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 10. Spojrzała na Dumbledore’a, który zamknął oczy mrucząc skomplikowane zaklęcia. Dziewczyna odwróciła głowę, a jej wzrok przykuła postać biegnąca i ich stronę.
-Znalazłem!! – krzyczał Lupin biegnąc w ich stronę. Wszyscy wstali i podeszli bliżej.
-Oho! – powiedział Dumbledore i zaczął iść w kierunku Lupina.
-To chyba to miejsce – powiedział, gdy wszyscy podeszli do niego i wskazał kilka drzew wyglądających jakby były „dosadzone” kilka lat później niż reszta.
-Wspaniale – rzekł starzec, po czym ruszył w podanym kierunku.
-Jak się dostaniemy do środka? – zapytał Harry.
-Zobaczymy – odpowiedział profesor – musisz wiedzieć Harry, że ta wyspa jest bardzo stara i nigdy nie była obiektem badań żadnych czarodziejów. Nie wiemy, czego się spodziewać.
-Ktoś kiedyś próbował ją znaleźć – powiedziała Hermiona.
-Możliwe, ale wiedzcie, że bez niektórych źródeł jest to trudniejsze niż znalezienie różdżki w stogu siana…
-Igły… nie różdżki …igły – powiedziała Octavia.
-Och – uśmiechnął się Dumbledore – nigdy nie miałem pamięci do mugolskich powiedzeń i przysłów.

Hermiona posłała Octavii piorunujące spojrzenie. W końcu ludzi starszych i mądrzejszych od siebie się nie poprawia. Szli dalej jeszcze kilka metrów w zupełnym zamyśleniu. Słońce rozgrzewało piasek coraz bardziej, a szum morze stawało się bardziej spokojne. Kilka wystających drzew poruszało się z bryzą. Lupin i Dumbledore podeszli do kawałka magicznej i niewidzialnej ściany.

-Tak – mruknął Dumbledore, podniósł różdżkę i ponownie wymawiał zaklęcia.

Reszta stała obok niego i patrzyła, co się stanie. Po chwili skupienia Dumbledore machnął różdżką i odsunął się krok w tył.

-Już.
-Już? – wyrwało się z kilku gardeł.
-Myślałam, że to będzie bardziej skomplikowane – wyrwało się Hermionie.
-Panno Granger, to było bardzo skomplikowane…
-Dobrze, a więc co teraz, profesorze? – zapytał Harry.
-Wejście było dosyć pomysłowo i banalnie zamaskowane. Ta dziura w ziemi poprowadzi nas dalej.
-Nie widzę żadnej dziury – powiedział Ron.
-Tylko pozornie jej nie widać. Ruchome piaski. Mówi wam to coś? – powiedział dyrektor
-Czyli trzeba tu stanąć i dostanie się na dół? – powiedziała Octavia.
-Dokładnie…
-Co za mugolskie podejście do sprawy… - powiedziała Tonks.
-Ale przynajmniej nikt by się nie domyślił – powiedział Lupin.
-Dobrze, żeby nie przedłużać ktoś musi wejść pierwszy.
-Ja to zrobię…

Octavia podeszła bliżej do dziury.
-Może wtedy mi zaufacie.
-Nie sądzę – powiedziała Hermiona.
-No więc trudno– odpowiedziała Octavia – Panie profesorze wchodzę.
-Dobrze…
-Nie! Ja wejdę pierwszy.
-Harry dobrze wiesz, że to nie jest dobry pomysł.
-Ale…
-Nie ma, ale. Octavia wchodzi pierwsza.
-Harry, wszyscy mają na uwadze twoje dobro.

Harry nachmurzył się. Octavia wysunęła jedną nogę i ostrożnie postawiła na miejscu, gdzie powinny znajdować się ruchome piaski. Stanęła całym ciałem na miejscu i poczuła, ze jej stopu zaczynają się zapadać.

-Ponieważ nie wiadomo, co może być tam na dole, powinnaś dać nam jakiś znak, że jest bezpiecznie. – powiedział Lupin – Najlepiej jeśli wyślesz iskry różdżką.
-Dobrze – powiedziała Octavia.

Wszyscy patrzyli w milczeniu jak piach dosłownie wsysa ją do środka. Piach niebezpiecznie dotknął jej brzucha. Dziewczyna wyjęła ręce i zasłoniła sobie nos. Jedną rękę podniosła do góry i zamknęła oczy. Kilka sekund później zanurzyła się już cała w piasku. Pochwali poczuła, jak coś jej stopy zostają uwolnione. Poruszyła nimi. Nagle coś ją puściło i spadła w ciemność łapiąc gwałtownie powietrze. Uderzyła w podłoże. Szybko wyjęła różdżkę i powiedziała „Lumos”.
Jasne światło oświetliło wnętrze. Znajdowała się prawdopodobnie w tunelu prowadzącym do wulkanu. Dało się wyczuć lekki zapach siarki oraz rozrzedzone powietrze. Ściany wyglądały dokładnie tak, jakby ktoś wykopywał je łopatą. Utwardzona ziemia była trochę wilgotna wystawały z góry małe korzenie ogromnych drzew. Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Tunel był trochę ciasny, ale można było się w nim w miarę swobodnie przemieszczać. Octavia podniosła głowę do góry i machnęła różdżką. Czerwone iskry posypały się końca. Dziewczyna skierowała ją na sufit. Machnęła, ale iskry nie przebiły utwardzonej ziemi. Pomyślała chwilę. Podniosła rękę do góry i z całej siły wbiła różdżkę w sufit…

-Pomysłowe – powiedział Dumbledore patrząc na wystający z piachu kawałek patyka - W takim razie nic jej nie jest i możemy przejść dalej. Kto chce iść następny?
-Ja zostanę i poczekam jeszcze na Moody’ego.
-Dobrze, Remusie.
-Teraz ja – powiedział Harry i stanął w wyznaczonym miejscu.
-Dobrze.

Chłopak zasłonił usta i nos. Piasek pod jego nogami rozstępował się powoli zasysając jego nogi do niewidocznej jeszcze przestrzeni. Harry złapał okulary i dał się wciągnąć do środka. Spadł na wilgotną, ale twardą ziemię. Octavia stała nad nim z różdżką w ręku. Wstał, poprawił okulary i ręką przeczesał włosy z piachu. Zmierzył dziewczynę zimnym spojrzeniem.
-Jak to się stało, że niczego się nie domyśliłem? – powiedział zimno.
-Czasami na pierwszy rzut oka wszystko jest dobrze, a ludzie budzący zaufanie nie wzbudzają podejrzeń. Musiałam uśpić twoją czujność.
-Hmm… Ciekawe, ale nie jestem do końca pewien czy nie działasz na zlecenie Voldemorta.
-Jeżeli Cię to bardzo interesuje to nawet nie wiem jak wygląda.
-Nie uspokoiłaś mnie.
-To nie wiem, co mam zrobić.
-Pomóc.
-Właśnie to próbuję.

Harry popatrzył w jej oczy. Była taka do niego podobna, a jednocześnie zupełnie inna. Poczuł, że cos spada mu na głowę. Z sufitu zaczął sypać się piach. Harry odsunął się, a z góry zaczęła wyłaniać się postać Hermiony.

***

-Panie, to na pewno byli oni. Dumbledore, Porter, aurorzy, szlama i zdrajca Weasley. A no i jeszcze jakaś dziewczyna, nie znam jej.

Na te słowa nowego śmierciożercy-animaga Strikes’a Malfoy drgnął. Więc Octavia jest z nimi – pomyślał. Serce zabiło mu mocniej. Wiedział, że Voldemort zabije wszystkich bez wyjątku, chyba, że jemu pierwszemu uda mu się go jakoś przechytrzyć. Popatrzył pod nogi. Voldemort zamienił jeszcze kilka zdań, po czym wstał ze swojego miejsca i rzekł:
-A więc Dumbledore jest na tyle głupi, żeby wierzyć w starą bajeczkę o wyspie z amuletem życia. Ciekawe… Odkrył nasze plany! – krzyknął tak, że wszyscy podskoczyli, skulili się, a łódź zachwiała się na wodzie – nie wiem jak, ale tym razem będzie to ostatni raz, kiedy Dumbledore krzyżuje moje plany!

Voldemort staną na rufie łodzi i z ironicznym uśmiechem patrzył w dal. Draco przełknął nerwowo ślinę i również popatrzył przed siebie. Nie wiedział, co go czeka. Życie na łasce Czarnego Pana, śmierć…

***

Wszyscy znaleźli się już w ciasnym tunelu. Octavia, Harry i Hermiona na początku, Dumbledore na końcu.
-To, co robimy? – zapytała Hermiona.
-Możemy iść tunelem – odpowiedział Lupin.
-Wspaniale – powiedział Harry.

Ruszyli w głąb tunelu. Oprócz ciemności nic nie było widać bliżej nić 2 metry przed nimi. Szli tak około 10 minut w całkowitym milczeniu i skupieniu. Octavia patrzyła prosto przed siebie. W głowie miała kompletną pustkę. Przyspieszyła trochę. Podbiegła parę metrów, na co inni współtowarzysze wyprawy zareagowali nawoływaniami. Dziewczyna stanęła, opuściła różdżkę. Tak, na końcu tunelu świeciło się słabe światło. Nie patrzyła na innych i pobiegła w stronę światła. Po kilkunastu metrach jej oczom ukazało się wejście do kolejnej ogromnej komnaty. Zatrzymała się tuż przed schodami prowadzącymi do komnaty. Kilka szybkich kroków i zobaczyła przed sobą wnętrze komnaty. Była to okrągła, duża sala. Przy ścianach stały ogromne świeczniki w środku, których paliły się węgle. Naprzeciwko siebie Octavia zobaczyła wysokie wrota. Na drzwiach narysowane były jakieś znaki, a zamiast klamki czy zamka był tylko spory otwór na duży klucz. Dziewczyna odwróciła się. Jej towarzysze właśnie dobiegali do wejścia. Harry przybiegł pierwszy.

-Co to jest? – zapytał zipiąc.
-Wejście – powiedział Dumbledore, który powolnym krokiem zbliżał się w oddali. Po chwili znalazł się obok Harry’ego i Octavii. Wszedł ze schodów i przeszedł przez salę. Reszta wymieniła spojrzenia i również ruszyła w kierunku drzwi.

-Coś mi się to wszystko nie widzi. Wejście było za proste, żadnych niebezpieczeństw na drodze, ale za to mamy jakiś wrota i pewnie nikt nie będzie wiedział jak je otworzyć… - marudził Ron.
-Ech, zamknij się – powiedziała Hermiona.
-Dzieciaki, to nie czas na kłótnie – rzekła Tonks. – Chociaż Ron ma trochę racji, za łatwo nam idzie jak na razie.
-To jeszcze nie oznacza, że pójdzie źle – odezwał się Dumbledore. – Widzicie tą bramę. Jest pokryta znakami jakiegoś starożytnego języka. Na pewno nieznanego nam i myślę, że ewentualna znajomość do niczego nam się nie przyda.
Starzec złapał się na brodę i pogrążył się w rozmyślaniach. Harry patrzył na dyrektora. Octavia stała i przyglądała się na znaki. Gdzieś już je widziała. Podeszła do otworu na klucz. Hermiona podeszła do niej z „Amuletami…”.
-Wiesz, coś mi mówi, że znamy te znaki. Zobacz tu… - urwała Hermiona, bo gdy podniosła głowę Octavia już wsadzała rękę do środka otworu.
-Co ty robisz?! – krzyknęła.
Moody i Lupin, którzy rozmawiali ze sobą obok popatrzyli na nie, jakby się paliło. Tylko Tonks usiadła na schodach i położyła głowę na rękach, udając, że nie słyszy.
-Hermiono, ten otwór jest długi i ma wyryte w środku takie kanaliki. Potrzebny nam klucz. I do tego pasujący.
-Ale zobacz nic nie było wspomniane o jakimś kluczu.
-A pamiętasz jak Victor ci pisał, że znalazł Alorę Night na brzegu morza na wakacjach?
-Tak.
-A pamiętasz, co mówiła, jak się ocknęła?
-Zaraz… - umilkła na chwilę. – Klucz! To był klucz. Tylko nie wiedziała jak to się stało…

Dumbledore odwrócił się i spojrzał na dziewczyny. Reszta podeszła do nich.

-Czy jest coś, o czym powinniśmy wiedzieć?
-Tak –powiedziała Octavia. – Kiedyś przyśniła mi się Alora Night, nie wiem jak to się stało, ale przyśniła mi się na początku września w Hogwarcie. Mówiła coś o kluczu, który zgubiła w morzu i że jest jego strażniczką. Ostatniej nocy znów mi się przyśniła i wypowiedziała jakieś słowa, chyba po łacinie. Więc teraz już można poskładać do wszystko razem. Alora – strażniczka klucza do tej bramy na wyspie – zgubiła go. Nie wiemy jak. Potem Vicotr Krum podczas wakacji w Grecji znalazł ją na brzegu, o czym napisał Hermionie w liście – na te słowa Ron spojrzał wymownie na Gryfonkę. – Ślędząc Malfoya znalazłam tą księgę. Strażniczka musiała ukryć tu jakieś wskazówki, skoro tak łatwo odnaleźliśmy wyspę.
-To by wiele tłumaczyło, ale kto jej zabrał ten klucz? – zapytał Lupin.
-To jasne – wtrącił Harry. – Voldemort. W końcu skoro Octavia znalazła książkę przy Malfoy’ u, oni musieli to wiedzieć wcześniej. Zabrać jej klucz do bramy i gdy wyspa pojawi się zabrać stamtąd amulet, po czym użyć go do pokonania mnie.
-Za dużo hipotez – powiedział Moody. – Jeżeli Voldemort ma klucz, już tu płynie, żeby zdobyć amulet. A my, jeżeli się nie pospieszymy to zastanie nas myślących nad sposobem wejścia do środka.
-Zgadzam się z wami wszystkimi – powiedział Dumbledore. – Czy pamiętasz te słowa, które wczoraj nocy powiedziała ci Alora Night?
-Tak… to było mniej więcej coś takiego:

„Dicere non est facere
Ea est natura hominum
Errare humanum est
Ea est natura hominum
Finis coronat opus
Omnia vincit Amor…”


(tłum. - „Mówić nie znaczy czynić
Taka jest natura ludzka
Błądzić jest rzeczą ludzką
Bo taka jest natura ludzka
Koniec wieńczy dzieło
Dzieło koronuje cel
A miłość wszystko zwycięża…”)

I nagle…

c.d.n.


komentarze [19]

Outside of real world. >> poniedziałek, 6 sierpnia 2007 16:55:36
W nocy dziewczyna jeszcze długo nie mogła zasnąć. Znowu nie wiedziała co o tym myśleć i szczerze mówiąc bardzo to ją irytowało, żeby nie powiedzieć wkurzało. Leżała, więc tak znowu i gapiła się bezmyślnie w sufit. Nic nie czuła, o niczym nie myślała, tylko jak w transie wpatrywała się w sufit. Nawet nie poczuła kiedy zasnęła…

Gdy otworzyła oczy zobaczyła znajomy obrazek. Błękit nieba, przejrzystość oceanu i siebie w chmurach. Słońce świeciło mocno, co uniemożliwiało widzenie. Octavia zmrużyła oczy. Było również bardzo gorąco. Po chwili jednak przed nią stanęła znajoma osoba. Była to piękna kobieta o długich powiewających na wietrze włosach. Pozycja jej rąk wskazywała jednoznacznie, ze trzyma coś w dłoniach, ale nic tam nie było. Tak, to na pewno Alora Night strażniczka klucza, który zgubiła w morzu. Octavia już miała coś powiedzieć, lecz strażniczka wyciągnęła do niej rękę i chwyciwszy dziewczynę zamknęła oczy i powiedziała:

„Dicere non est facere
Ea est natura hominum
Errare humanum est
Ea est natura hominum
Finis coronat opus
Omnia vincit Amor…”

(tłum. - „Mówić nie znaczy czynić
Taka jest natura ludzka
Błądzić jest rzeczą ludzką
Bo taka jest natura ludzka
Koniec wieńczy dzieło
Dzieło koronuje cel
A miłość wszystko zwycięża…”)

Po tych słowach puściła rękę Octavii, która otworzyła oczy…

Była 4 rano. Majowe słońce prześlizgiwało się przez zasłony. To dziś jest ten dzień… Dziś wszystko się wyjaśni i skończy najprawdopodobniej… 13 maj. Dziewczyna nabrała powietrza i przetarła oczy. Za dwie godziny muszą być na dole gdzie razem z prof. Dumbledore’m, Tonks, Lupinem, Moody’im, Harrym, Ronem i Hermioną rozpoczną podróż na wulkaniczną wyspę, gdzie zniszczą Amulet Życia i przywrócą porządek w świecie czarodziejów. „Bardzo ambitny plan” - pomyślała Octavia – „ Trzeba go jeszcze zrealizować”. Wstała i odsłoniła okno. Widok był bardzo piękny, ale dziewczyna nie miała czasu na takie głupoty. Poszła do łazienki. Szybki prysznic. Teraz najważniejsza rzecz – ubranie. Na skórzany kombinezon, który miała na sobie każda agentka w akcji założyła bluzkę, spódnicę i szatę wierzchnią Hogwartu. Zabawki. Pasek z liną, laserowa szminka, pierścionek z hologramem, buty z przyssawkami, bransoleta z wiertłem oraz spinki z gazem usypiającym. „Wystarczy” pomyślała po czym wyszła z łazienki. Na swoim łóżku Hermiona ubierała się właśnie w szaty Hogwartu.

-O cześć. Właśnie zastanawiam się, dlaczego idziemy ubrani oficjalnie.
-Pozory mylą.

Hermiona uśmiechnęła się i skończyła ubieranie się.

-Jak myślisz uda się nam?
-Jeśli tylko będziemy w to wierzyć.

Gryfonka weszła do łazienki, a Octavia usiadła na brzegu łóżka. Bawiła się przez chwilę szminką. Nagle upadła ona na podłogę i wturlała się pod łóżko. Octavia schyliła się i już miała sięgnąć po przedmiot, gdy zobaczyła połyskującą, zakurzoną kulę leżącą na podłodze. Wzięła szminkę i kulę, po czym podniosła się z podłogi. Wytarła ręką kurz i zobaczyła w środku kuli siedzącą dziewczynę, a obok niej stojącego chłopaka. Tak, prezent mikołajkowy od Malfoy’a leżał tam 6 miesięcy. Dziewczyna zupełnie o tym zapomniała. Włożyła kulkę do szuflady i wyszła z Dormitorium.

***

-Myślę, że już wszyscy jesteśmy gotowi do drogi. Minerwo uważaj na uczniów!
-Oczywiście Albusie – powiedziała prof. McGonagall.
-Niczego nie zapomnieliście?
-Nie, panie profesorze, ruszajmy – powiedział Harry.

Filch otworzył drzwi wyjściowe i wszyscy ruszyli. Octavia została na miejscu i tylko powiedziała:
-Panie profesorze a jak właściwie mamy się dam dostać??
Jednak nikt nie udzielił jej odpowiedz. Pobiegła, więc za nimi.

***

Albus Dumbledore miał dzisiaj złe przeczucia, o ile go nie zawiodą to stanie się dzisiaj coś, a najgorsze jest to, że nikt nie wie co. Dotarli wreszcie na miejsce. Za Hogsmade rozciągały się wzgórza, dlatego żeby nikt ich nie zauważył profesor wybrał to miejsce.
Słońce świeciło. Średnio-wysoka zielona trawa uginała się z wiatrem. Przed oczami Octavii ukazał się niesamowity widok. Na środku płynęła szeroka rzeka, a po obu stronach otoczona była wzgórzami porośniętymi trawą. Wszystko to wyglądało tak jakby było wycięte żywcem z albumu o Anglii. Nie często widywała takie widoki. Jednym z piękniejszych były góry w Nowej Zelandii. Przystanęła na chwilę. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Powietrze było rześkie i pachniało tajemnicą, o ile tajemnica ma zapach. Dziewczyna otworzyła oczy. Jej spojrzenie nieco skołowane, stało się teraz ostre, oczy błyszczały.

-Jesteśmy – powiedział dyrektor.
-I co teraz panie profesorze? – zapytała Hermiona.
-Ponieważ musimy zdążyć nim wybije dziesiąta, najszybciej będzie jak teleportujemy się na wybrzeże. A stamtąd najwyżej jakąś łodzią poszukamy wyspy. Tak. – dyrektor pogłaskał się po brodzie. Odwrócił do nich plecami i dodał – niech Hermiona teleportuje się z Tonks, Remusie, Ty dobierz się z Ronem, a wezmę ze sobą Harry’ego, a Alastor poprowadzi Octavię.

Agentka popatrzyła na towarzysza. Szalonooki nie wydawał się sympatyczny, ale przynajmniej był jednym z najlepszych aurorów.
-Podejdź do mnie, Lorens – powiedział Moody.

Dumbledore i Harry już zniknęli. Po nich Lupin i Ron. Tonks jeszcze sprawdzała czy ma wszystko, a następnie złapała Hermionę za ramię i rozpłynęła się w powietrzu.

-No na nas też pora. Zamknij oczy i trzymaj się mnie mocno.
-Dobrze.

Octavią coś szarpnęło. Poczuła, że unosi się gdzieś w przestrzeni. Nie trwało to długo, gdyż zaraz jej stopy poczuły grunt.

-I po krzyku – powiedział Moody – tylko gdzie jest reszta?

Dziewczyna rozejrzała się. Znajdowali się w lesie. Alastor wyjął różdżkę, szepnął jakieś zaklęcie, pokręcił się dookoła siebie i poszedł w jakimś kierunku.
-Chodź, muszą tam być.

Dziewczyna rozejrzała się tylko i poszła za aurorem. Szli parę minut po czym Gryfonka ujrzała w oddali wybrzeże i jakichś ludzi.

-Jesteśmy już wszyscy. Dobrze – powiedział Dumbledore – mam nadzieję, że nikt nas nie śledzi.
Podszedł do miejsca, gdzie kończy się ziemia a zaczyna morze. Wyjął zza pazuchy różdżkę i machnął. Octavia zmarszczyła brwi i podeszła na brzeg. „O ku****!!” pomyślała i otworzyła usta. Profesor Dumbledore popatrzył na nią i mrugnął. Octavia wymusiła z siebie uśmiech.

-Świetnie, możemy ruszać – powiedział odwracając się do reszty. Na morzu delikatnie kołysały się dwie małe łódki. Octavia wskoczyła na jedną i usiadła na końcu. Gdy byli gotowi Dumbledore znowu wyją różdżkę, mruknął pod nosem, a kawałek drewna uniósł się w powietrzu i zawirował. Po chwili wskazał kierunek północno-zachodni. Moody, Lupin, Harry i Ron wzięli wiosła i popłynęli w wyznaczonym kierunku.

Kiedy byli już daleko od brzegu agentka odwróciła się i wydawało jej się, że zobaczyła jakiś ludzi stojących na skraju lasu. Wzruszyła ramionami i spojrzała na Hermionę, która trzymała w rękach „Amulety…”.

-Po co Ci ta książka?? – spytała.
-Myślę, że nam się przyda.
-A ja myślę, że przyda nam się trochę zdrowego rozsądku.
-To też – wtrąciła Tonks – nawet nie wiesz jak bardzo przydają się stare księgi. Kiedyś…
Nimfadora zaczęła opowiadać jak podczas ponad 5-letniego szkolenia na aurora niemal na każdym razem musiała się głęboko wczytywać w każdą księgę.

Hermiona słuchała z zaciekawieniem, podczas gdy Octavia patrzyła w dal. Na horyzoncie pojawił się dym! Popatrzyła jeszcze przez chwilę.

-Patrzcie! – krzyknęła – dym! To na pewno musi być ta wyspa!

Wszyscy spojrzeli w kierunku wskazanym przez Octavię. Na styku morza z niebem unosiła się duża smuga siwego dymu.

-Jesteśmy nie daleko – powiedziała Dumbledore i popatrzył na dziewczynę. Kiwnął głową porozumiewawczo.

Octavia odebrała to jako pochwalę za spostrzegawczość. Odwróciła się i patrzyła na ślad jaki zostawiała łódź na wodzie. W tym „lustrze” zobaczyła lecącego ptaka rozcinającego błękit nieba. Spojrzała w górę jednak nie było tam żadnego ptaka. Octavia podniosła jedną brew do góry. Wróciła z powrotem na swoje miejsce.

***

Wyspa wydawała się ogromna. Na samym środku znajdowała się wysoka, wulkaniczna góra. Dookoła niej znajdował się las, a właściwie prawdziwa dżungla. Podróżnicy stali na złotym piasku i rozglądali się po nie znanym terenie. Moody i Dumbledore dyskutowali o czymś przy łodziach. Octavia zaczęła iść w stronę lasu.

-Dokąd się idziesz?? – zawołał Harry.
-No jak to gdzie?? Znaleźć drogę do wulkanu.
-Obawiam się, że to nie będzie takie proste – powiedział Dumbledore.
-Myślę, że jednak wystarczy wejść do środka… - powiedziała Octavia i zdecydowanym krokiem weszła do lasu. W tym samym momencie jakaś siła odepchnęła ją daleko na piasek. Dziewczyna przeturlała się kilka metrów po czym zastygła w bezruchu. Hermiona złapała się na usta, Harry i Ron wzdrygnęli się, a Tonks zaczęła śmiać. Lupin i Moody rozdzielili się i poszli w przeciwnych kierunkach wzdłuż skraju lasu. Dumbledore stał w milczeniu i patrzył na leżącą dziewczynę.
Po chwili dało się słyszeć ciche jęki.

Octavia podniosła głowę i wstała najszybciej jak mogła i zaczęła odszeptywać piach z ubrania. Widząc spojrzenie dyrektora zdjęła szatę wierzchnią i rzuciła ją na łódkę. Wszyscy spojrzeli się na nią. Octavia zdjęła bluzkę, spódnicę. Pod spodem miała tylko ten dobrze dopasowany strój agentki…

P.S. Witam! Jak widać zmieniłam wygląd stronki. Tamten był bardziej mroczny, ale znudził mi się. Zajrzyjcie także do działu "o mnie" ;). Następna notka już nie długo. Pozdrowionka :)

komentarze [9]

Show and prove. Do or die. Część 2 - ostatnia. >> piątek, 8 czerwca 2007 21:09:22
Po pierwsze - bardzo przepraszam, że mnie tyle nie było, ale niestety miała dużo roboty.
Po drugie - kończy się potterowska część opowiadania. Mam nadziję, że kolejna również Wam się spodoba (zmienię wygląd strony itp.).
Po trzecie - ta notka jest bardzo nie udana, ale jakoś musiałam ją skrócić to co wyszło to teraz kulka, żeby popchnąć fabułę do przodu.



-Tak.
-Tak??
-Niemożliwe. Ron powiedz jej!
-Ale jak to prawda to co mam zrobić!!
-No nie wiem przekonaj ją!

Octavia uśmiechała się przez cały czas, Harry nie mógł jeść ze śmiechu, a Hermiona usilnie próbowała wmówić Ronowi, żeby zastąpił Octavię we wtorkowym meczu. Jednak agentka została nie ubłagana…

-Jak możesz, przecież wiesz, że jak Ci się cos stanie to nie odbędzie się najważniejsza misja!!
-Spokojnie jeszcze do tej pory nic mi się nie stało…
-Jak to nie??!! Jak to nie?! Nie pamiętał wół jak cielęciem był!! Mogła byś przynajmniej tak się nie uśmiechać głupio…
-Co Ty chcesz…?!
-Ej dziewczyny może mogłybyście skończyć tą rozmowę, bo jestem głodny…
-A co głód do meczu? – zaśmiała się Hermiona.
-To że nie mogę jeść…

Chwila ciszy… Octavia napotkała właśnie (zupełnie przypadkowo) wzrok blondwłosego Ślizgona. Widelec, który trzymała w ręce upadł na stół z hukiem.

-Co?? – zapytała Ron.
-A nic zagapiłam się.
-Taaa jasne, na Malfoya – zironizowała Hermiona.

Octavia pokazała Gryfonce język i zajęła się piciem soku.

***


-To było wspaniałe zwycięstwo Gryfonów – powiedziała Luna.
Harry w ostatniej chwili złapał znicz, gdyż wszystko wskazywało na to, że wygrają ślizgoni.
Octavia nie była szczególnie zadowolona, gdyż przepuściła kilka piłek za dużo. Malfoy za to gdyby nie to, że musiał szukać znicza patrzył by się na dziewczynę jak na obrazek.

W PW panowało jak zwykle podniecenie. Ginny i Harry obściskiwali się w kącie, Hermiona siedziała na kolanach Rona, a inni dyskutowali o najładniejszych akcjach spotkania. Octavia siedziała na parapecie i patrzyła na Zakazny Las. Jest taki dziki i nie odkryty jak ona sama… Mają wiele wspólnego. Dziewczyny myślała właśnie jak skombinować salę do treningów, i żeby ich nie zauważył żaden nauczyciel, a ni żeby nie wiedział o tym żaden uczeń. Po chwili zrezygnowana zeszła z okna i przeszła pod portretem. Skierowała się do gabinetu Dyrektora.

-Panie Dyrektorze…
-Coś Cię niepokoi ??
-Tak, nie znalazła by się jakaś salka to ćwiczeń przed wyprawą??
-Ach, no tak… Myślę, że jest takie pomieszczenie… Pokój Życzeń. Powiedz Harry’emu, że chcesz tam ćwiczyć a on Ci wszystko pokaże, a teraz wybacz jestem troszkę zajęty.
-Dobrze, dziękuję.

***

-Czy to aby na pewno dobry pomysł??
-Uwierz mi, lepszego miejsca nie ma w tym zamku.
-No dobrze…
-A teraz tylko pomyśleć życzenie… - Harry chodził w tą i powrotem przed ścianą – Ha! Są drzwi!

Octavia podniosła brew do góry…
Weszli do nie wielkiego pokoju z sofą i książkami. Harry’emu nie zupeł nie o to chodziło, bo miał kwaśną minę, ale trudno.

-Okey, teraz możemy zacząć trenować jakieś zaklęcia… tylko nie wiem jakie… Harry zaproponuj coś.
-Hmm… sam nie wiem… może jakieś obezwładniające… ale nas tu trochę za mało… tylko cztery osoby…
-Tylko tyle idzie ratować tyłki innych – wtrąciła z przekąsem Octavia.
-… ale myślę, że… - Harry popatrzył na nią jak na histeryczkę – powinniśmy poćwiczyć właśnie te zaklęcia – dokończył po czym wymownie spojrzał na Octavię.

***

-Idź Hermiono zaraz Cię dogonię…
-Tylko szybko…

Octavia męczyła się z zamknięciem drzwi od Pokoju Życzeń. Hermiona zniknęła za rogiem i już nie było kogo poproście o pomoc. Dziewczyny westchnęła i puściła klamkę. Po chwili drzwi zniknęły.
„O taki bajer” pomyślała i odwróciła się. Jednak za nią stał nie kto inny jak Malfoy… Patrzyli sobie w oczy przez chwilę.
-Przepraszam chce przejść – powiedziała.

Malfoy nic nie odpowiedział tylko zbliżył się do Octavia i objął ją w talii, a następnie pocałował dziewczynę. Octavia próbowała odepchnąć ‘napastnika’ ale był silniejszy. Po chwili Dragon przestał całowac dziewczynę i patrząc jej w oczy powiedział:
-Octavio, kocham Cię.

Dziewczynę oblał zimny pot, coś stanęło jej w gardle, serce biło tak szybko i mocno jakby miała dostać zawału, a oczy błądziły po twarzy Malfoya.

-Jaaa… - nie mogła z siebie wydusić nic więcej.

-Oti!! Gdzie Ty jesteś??!! – usłyszeli głos Hermiony. Malfoy odwrócił się, a Octavia wykorzystując jego nieuwagę wyślizgnęła się mu z pod rąk i już chciała uciec gdy ten złapał ją za rękę i jeszcze raz pocałował.

-Octavia!! Do cholery!! Gdzie jesteś??

Dziewczyna wyrwała rękę i pobiegła…

cdn.



komentarze [16]

Show and prove - do or die. Część I >> czwartek, 22 lutego 2007 14:12:34
Wśród pierwszego w nowym roku deszczu nad taflą hogwardzkiego jeziora, obok wielkiej kupy zamarzniętego śniegu siedziała Octavia. Na powierzchni w kroplach wody topił się lód. Miała mokre włosy i policzki. Sytuacja w jakiej się znalazła nie była najlepsza. Prawdopodobnie największa szuja i przystojniak zarazem zakochał się w niej. Myślała, że tylko pragnie jej cieleśnie. Już przecież miał okazje jej to pokazać. Mówi się : miłość jest ślepa. Niestety, bo to nie ten wymarzony książę na rumaku tylko… Przerwała te głupie dla niej myśli i wstała. Na drugim brzegu jeziora stał on. Trudno było go nie rozpoznać. Teraz musi uciekać, tak jak robi to już od powrotu ze Świąt. Od Sylwestra nie spojrzała mu w oczy ani razu. Teraz stała i patrzyła ślepo na środek jeziora. Blondyn ruszył brzegiem do niej. Dziewczyna stała jak zaczarowana. Oddychała spokojnie, deszcz przestał padać, rozmazany od wody tusz do rzęs sprawiał, że wyglądała jak szesnastowieczna czarownica. Chłopak był coraz bliżej i bliżej. Odległość malała. Dracon zatrzymał się na chwilę. Octavia odwróciła głowę i patrząc na niego dała dużego kroka do wody. Cienki lód załamał się, a dziewczyna wpadła do jeziora. Malfoy wytrzeszczył oczy.
-Pomocy!!- krzyknął.

Pierwszy raz nie wiedział co ma zrobić i co się dzieje. Jego serce ścisnął taki mój, jakby miało mu zaraz pęknąć. Upadł na kolana.

***


Koniec lutego. Octavia siedziała przed kominkiem i patrzyła w ogień.
-Czemu ja jestem taka beznadziejna?? – pytała siebie.
-Nie jesteś. Masz depresje – powiedziała Hermiona przytulając przyjaciółkę.
-Depresja?! – zaśmiała się Octavia – Nawet nie wiesz co to jest.
-Tak, ale wiem co Ci pomoże – Hermiona wstała i podeszła do stolika. Wzięła jakąś książkę i usiadła z powrotem obok agentki.
-Patrz.

Otworzyła księgę. Wskazała palcem zakreślony fragment. Octavia spojrzała na Hermionę z irytującym uśmiechem i zaczęła czytać:

„ Przetrwało nie wiele informacji dotyczących położenia amuletu. Jednak najbardziej wiarygodną jest wzmianka o następującej treści: Gdy wschodzi słońce wtedy najczęściej można ją zobaczyć. Zaklęta przed wiekami, stała się celem pożądania wielu odkrywców i czarodziejów, pragnących sławy i rozgłosu. Nikt nie wie dokładnie gdzie jest. Jedno jest pewne zawsze ukazuje się w pobliżu wybrzeży Walii w okolicach 13 maja. Ta teoria została potwierdzona przez ludzi zamieszkałych te tereny. Jeden z nich zeznał dla Ministerstwa, że z ciekawości podpłyną to brzegów wyspy. To co zobaczył przeszło jego oczekiwania. Jego oczom ukazał się piaszczysto-skalisty widok. Niestety nie wszedł w głąb wyspy. Możemy mieć tylko nadzieję, że właśnie tam znajduję się ów Amulet Życia.

Octavia popatrzyła na Hermionę.
-Skąd Ty to wzięłaś??
-Z hiszpańskiej biblioteki.
-Byłaś??
-Dumbledore mnie tam zabrał jakiś tydzień temu. Leżałaś jeszcze wtedy w Mungu. A ja nie chcąc patrzeć na to co głupiego robisz postanowiłam znaleźć coś co odciągnie Cię od tych głupich rzeczy.
-Nie no… Hermi… Nie wiem co powiedzieć.
-Nic nie mów tylko czytaj dalej – Hermiona przewróciła kartki.

„Może wydawać się dziwnym fakt, iż amulet życia znajduję się w kraterze na dryfującej wyspie wulkanicznej. Jednakże siła magii jest tak ogromna, że pozwala na takie zmiany w naturze. Skąd wzięła się taka siła, która spowodowała jej powstanie? Teorii jest wiele. Jedna z nich mówi o tym, że wyspa nie jest pochodzenia Ziemskiego, ale wytworzyła się w innym wymiarze, co pozwala jej na szybkie dryfowanie po morzu. Druga mówi, że potężna magia oderwała ją od litosfery. Trzecia informuję o materializowaniu się wyspy. Którakolwiek z nich jest prawdziwa? Miała zbadać to specjalna komisja złożona z aurorów i badaczy. Niestety nie doszła ona do skutku, gdyż członkowie ekspedycji zniknęli w tajemniczych okolicznościach przed dzień wyprawy.


-Nie boisz się?? – spytała Hermiona.



c.d.n.

PS.Witam!! Notka już zdecydowanie krótsza od poprzedniej dzięki za wszystkie komentarze i postarzam się na nie odpowiedzieć. Trzymajcie się ciepło. :*

komentarze [24]

See all I want you to do is be my love... >> sobota, 13 stycznia 2007 17:40:17
23.12
W holu głównym szkoły wrzało. Wszyscy zimowych płaszczach, szalikach, rękawiczkach bijącym sercem oczekiwali na najbliższych. Octavia czekała oparta o kamienną balustradę schodów. Mijały minuty. Hol się wyludniał. Dziewczyna wyjęła puderniczkę. Ostatnie poprawki włosów. Zamknęła pokrywkę, kiedy przed nią staną Malfoy. Jedna brew powędrowała do góry.
-Nie spieszyłeś się zbytnio.

Dracon uśmiechnął się ironicznie.
-Powóz już czeka.

Lokaj wziął kufer Octavii i Dracona. Blondyn pomógł dziewczynie wejść do powozu. Trzask bicza i ruszyli.
-A gdzie Twoi rodzice??
-Ojciec w Ministerstwie, a matka czeka w domu.
-Chyba nie jesteście ze sobą blisko.
-Nawet nie wiesz jak bardzo daleko. Starzy nic o mnie nie wiedzą tak naprawdę.
-I chyba nie powinni.
-Zależy o czym.
-Poznam ich??
-Nie masz innego wyjścia. – uśmiechnął się tajemniczo.

Patrzyli przez chwile po sobie.
-Wiesz, że powinnaś być u mnie w Slytherinie.
-O czyżby??
-Tak. Potrzebujemy takich jak Ty.
-Nie wątpię , ale skoro jestem w Griffindorze to znaczy, że tu powinnam być.
-Ten stary zeszmaciły kapelusz nie umie przydzielać. Myślisz, że dlaczego Potter jest u Ciebie. Bo gdyby był u mnie to bylibyśmy najlepszym domem. A ona dąży do wyrównania sił. Co jest bzdurą bo to my jesteśmy najlepsi.

Octavia nic nie odpowiedziała tylko popatrzyła na widok za oknem. Biel. Tylko biel.
Popatrzyła na Malfoya, który znowu uśmiechnął się ironicznie. Każde wypowiedziane przez niego słowo dzwoniło jej jeszcze w uszach. Nic dziwnego, sama dobrze nie wiedziała czy to dobrze że Harry należy to domu Lwa. Ale gdyby oznaczało to zniszczenie Voldemorta to niech tak już zostanie.

Po dwóch godzinach milczenia powóz zatrzymał się. Dziewczyna wyjrzała zza okna.

Ogromna brama otwierała drogę do posiadłości Malfoyów. Jechali jeszcze przez chwilę. Lokaj otworzył do powozu. Malfoy stał i wyszedł. Podał rękę Octavii. Spuściła głowę, aby wyjść ze środka. Stanęła na kamienną posadzę. Popatrzyła w górę… Otworzyła lekko usta.

Willa Malfoyów była ogromna. Zbudowana zapewne już dawno. Z kamienia. W niektórych oknach widniały witraże, a strzeliste łuki kończyły ciężkie, dębowe drzwi. Mury od zachodu porośnięte winoroślą i bluszczem wydawały się nie do zdobycia. Dziewczyna popatrzyła na blondyna, który z dumną podał jej rękę. Lokaj otworzył drzwi. Znaleźli się w ogromniej Sali gdzie na środku leżał perski dywan, a na z dołu prowadziły marmurowe schody.
Całość oświetlał ogromny kryształowy żyrandol.


Malfoy pomógł zdjąć Octavii płaszcz. Mruknął coś do lokaja, który zabrał ich kufry i zaraz zniknął.

Po chwili na początku schodów stanęła drobna kobieta. Ubrana w piękną zieloną suknię, a głowie miała uplecionego misternego koka z ciemno blond włosów. Malfoy uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła uśmiech i weszła majestatycznie ze schodów. Draco ucałował jej rękę.
-Witaj matko!
-Witaj synu.
-Pozwól, że Ci przedstawię. To jest Octavia Lorens.
-Dzień dobry pani. – odpowiedziała Octavia uśmiechając się nieśmiało.
-Dzień dobry kochana. Draco zaprowadź Octavię do jej komnaty. Za godzinę będzie kolacja.
-Dobrze, mamo. Tędy.

Octavia odwróciła się i popatrzyła na jego matkę. Ta uśmiechnęła się do niej i wyszła.
Draco prowadził ją przez korytarze.
-Proszę to tutaj.

Weszli. Na środku stało wielkie i wysokie łóżko z baldachimem. Po obu stronach szafki. Po prawej stała duża szafa i parawan. Obok toaletka. Po drugiej stronie łóżka stał stolik i dwa fotele.
-Rozpakuj się i przebierz. Na kolacji będzie mój ojciec i musisz dobrze wyglądać. Przyjdę po Ciebie za pół godziny.


-Jerry, cholera, nie odzywałeś się chyba przez miesiąc!!
-Mieliśmy sporo pracy.
-Eh… a dowiedziałeś się czegoś nowego??
-Nie.
-A co u…
-U dziewczyn wszystko dobrze, bardzo tęsknią. Myślały, że wrócisz na święta.
-Ja niestety jestem u wroga w celach badawczych. W końcu czego się nie robi dla dobra ogółu.
-Mówisz to jakbyś miała dość.
-A Ty byś jechał do kogoś na Święta gdyby ten ktoś kilkanaście dni wcześniej celował Ci w plecy nożem??!!
-Nie, ale to jest Twoja misja.
-Dlatego się poświęcam… Masz coś dla mnie??
-Tak, właśnie chcemy utworzyć Ci fikcyjne papiery. Zapamiętaj te informacje:
Twój ojciec – z pochodzenia Hiszpan, Konrado Lorens.
Matka – angielka, Miranda Lorens z domu Witherspoff.
Macie posiadłości w Hiszpanii, nie daleko Madrytu.
Nie masz rodzeństwa, a Twoi rodzice to z dziada pradziada czyści czarodzieje.
Oczywiście byłaś uczennicą Beuanotox’u , ale sprawy rodzinne kazały wyprowadzić Ci się z Francji, gdzie mieszkałaś od 11 roku życia.
-Ciekawy życiorys.
-Nic innego nie wymyśliłem. A gdyby ktoś pytał dlaczego nie masz hiszpańskiego akcentu, to powiedz, że matka nauczyła Cię najpierw angielskiego.
-Bo niby tak… W końcu hiszpański też znam.
-To tyle jeśli o mnie chodzi. Wesołych Świąt.
-Nawzajem. Pa. – dziewczyna oparła się o krzesło przy toaletce. Ubrała się w jeansową spódnicę zakończoną niebieskim materiałem i gorset. Wszystko przykryte czarnym bolerkiem. Włosy wyprostowała. Dokładnie o 19.45 usłyszała pukanie.

-Możemy już iść.- zapytał Malfoy zanim Octavia otworzyła drzwi. – Ooo ślicznie wyglądasz.
-Dzięki.

I poszła pierwsza. Draco podbiegł, złapał ją za rękę i odwrócił do siebie.
-Tylko bądź grzeczna. – szepnął jej do ucha.
Dziewczyna spojrzała ironicznie i podniosła brew do góry.


-Ojcze, to jest Octavia Lorens.
-Witaj w naszych progach. – powiedział Lucjusz.
-Siadajmy. – powiedziała Narcyza.
-A więc, może opowiesz nam coś o swojej rodzinie. Żyję już tyle lat i nigdy nie słyszałem o rodzinie czystej krwi o nazwisku Lorens.
-Mój ojciec jest Hiszpanem, a matka angielką. Mamy posiadłość pod Madrytem.
-Hmm… my również posiadamy pola winne w Hiszpanii. Tylko, że w okolicach Gibraltaru. A powiedz mi gdzie podział się Twój południowy akcent.
-Matka nauczyła mnie najpierw angielskiego.

Na stole znajdowały się najwykwintniejsze potrawy. Kawior. Ryby. Mięso. Warzywa i owoce. Wino. Malfoy nalał sobie i Octavii po kieliszku białego wina.

-W wieczór sylwestrowy wydajemy przyjęcie, na którym będzie bardzo dużo gości. Czy zgodzisz się towarzyszyć naszemu synowi na balu?? – Narcyza z dumą wypowiadała każde słowo.

Octavia popatrzyła na nią jak na obłąkaną. „Co, że niby ja i on na balu…. Jeszcze czego!!!!”
-Nie wiem co odpowiedzieć, nie myślałam, że będę zaproszona na jakikolwiek bal…
-Ależ nie martw się o suknię. O wszystkim pomyślałam.

Octavia popatrzyła na Dracona z wyrzutem. Nigdy by się nie zgodziła na to gdyby wiedziała.
-Byłoby nam miło gdybyś się zgodziła. – powiedział Lucjusz.
-…. No cóż..dobrze…- powiedziała zmieszana.
-Doskonale. – odpowiedziała Narcyza z uśmiechem. – Lucjuszu choć musimy omówić jeszcze tyle spraw. Malfoyowie wstali i weszli do salonu po czym zamknęli drzwi.
Draco wytarł usta serwetką, rzucił ja w resztki na talerzu:
-Skończyłem. Mam nadzieję, że trafisz do pokoju. – powiedział zgryźliwie i odszedł.

Octavia wykorzystała moment i podeszła do drzwi gabinetu.
-…. Ona jest idealna…
-….a jej rodzice…
-….zobaczymy…
-…a jeżeli Draco nic nie czuje to…
-Kochanie, a od kiedy uczucia grają aż tak ważną rolę. Dziewczyna jest piękna, inteligentna, zna dwa języki. Bogata. Nie ma lepszej dla naszego syna.
-…a czy zapomniałeś o Parkinsonach…
-Oni przy niej są jak nędzne robaki. Zobaczysz na balu będę się prezentować znakomicie.
-Obyś miał rację Lucjuszu.
-Ładnie to tak podsłuchiwać…- usłyszała szept. Podskoczyła aż ze strachu.
-Ooo… a ty nie na górze.
-Daj spokój, nie mogłem…- popatrzył na nią jak na wielkie ciastko z wisienką.
Dziewczyna poczuła podstęp i podeszła do stołu. Wzięła kieliszek wina i jednym łykiem wypiła jego zawartość. „Nie będą mnie z nim swatać” pomyślała. Ręce jej się trzęsły po tym co usłyszała. Malfoy zaszedł ją od tyłu i zaczął dotykać je włosów. Odgarnął kosmyki zasłaniające szyję dziewczyny. Octavia zamknęła oczy. Draco delikatnie muskał jej szyję. Parzyły ją ciarki. Odwróciła się. Ich oczy spotkały się. Malfoy złapał ją w talii i posadził na stole. Był blisko… zbyt blisko. Zdjął z niej bolero i dobierał się do gorsetu. Kiedy nieoczekiwanie dziewczyna obdarowała go namiętnym pocałunkiem. Trwali tak w nim przez dobrą chwilę. Octavia rękami rozsuwała talerze, które stały za nią. Malfoy dotkął jej ud i pośladków. Po chwili do jadalni z długim na 30 osób stołem i kominkiem teleportował się skrzat domowy. Narobił hałasu, a Draco i Octavia przestali się całować i popatrzyli na niego.
-Cholerny skrzacie, nikt nie nauczył cię, że państwu się nie przeszkadza!! – krzyknął wkurzony Malfoy. Podniósł nóż ze stołu i zamachnął się. W ostatniej chwili Octavia złapała jego rękę.
-Idź, skrzacie – powiedziała.
Malfoy popatrzył na nią i odłożył nóż. Skrzat pisnął: Dziękuję pani i zniknął.
Octavia zeszła ze stołu, podniosła bolero.
-Już idziesz?? – zapytał Malfoy.
-Tak.
-Nie dokończyliśmy jeszcze… - podszedł do niej i szepnął do ucha: Wiem ,że to było bardzo przyjemne… - Musnął jej ucho. Dziewczynę przeszył dreszcz. Może i liczyła na coś więcej, ale nie mogła sobie pozwolić, nie
teraz…

***

Pokój z garderobą Malfoyów wyglądał jak pracowania krawiecka. Octavia stała w samej bieliźnie na drewnianym podeście przed ogromnym lustrem. Dookoła walały się skrawki materiałów, nitki i centymetry krawieckie. Dziewczyna patrzyła na to wszystko, było jej strasznie zimno. Ciało przeszywał co chwila dreszcz.
-Mario chodź mi tu przytrzymaj. – usłyszała głos Narcyzy.
-Już, proszę pani.
-Czyż nie jest piękna??
-Jest cudowna.
-A nie wydaję Ci się, że zbyt poważna.
-Może zapytajmy panienkę??

Z drzwi wyłoniła się suknia. Lewitowała w powietrzu. „O matko” pomyślała Octavia.
Narcyza podeszła do dziewczyny i upięła jej włosy w kucyk. Maria – krawcowa podniosła dzieło i razem upchnęły w nią Octavię.
-O tak idealna. – powiedziała matka Malfoya. – Co o niej sądzisz Octavio??

Dziewczyna patrzyła w lustro. W zielonym było jej do twarzy. W końcu miała zielone oczy. Ale ta suknia przerastała jej oczekiwania (patrz obrazek). Dobrze dopasowany w talii gorset i szeroka od pasa w dół. Prezentowała się wspaniale.
-Panienko, jest na Ciebie idealnie uszyta.
-Ja….. nie wiem… jak mam paniom dziękować…
-Chcę tylko abyś się dobrze prezentowała i świetnie bawiła, moje dziecko. Powiedz a możemy coś zmienić.
-Myślę, że powinnyśmy zrobić (…).

***

Śnieg pokrywał całą posiadłość. Każdy centymetr podłogi, szyby i każdy przedmiot lśniły. Od drzwi frotowych przez schody i wszystkie korytarze położone były czerwone dywany. Służba w czarnych ubraniach kręciła się i dokładała szampana i półmiski do kilkunastu stołów. Kamerdyner zapalał ostatnie świece w wysokich kandelabrach po oby stronach drzwi wejściowych. Lucjusz, trzymając pod rękę żonę, schodził ze schodów. Ubrany był w ziolono-czarny garnitur przykryty czarnym płaszczem z laską zakończoną wężem. Ona, zaś, w pięknej ciągnącej się po podłodze sukni ciemno zielonej. Stanęli na środku pod ogromnym żyrandolem. Malfoy podszedł do starego zegara, który wskazywał wpół do 20. Z kieszeni wyją duży klucz i z uśmiechem nakręcił zegar. Narcyza uśmiechnęła się….

Octavia stała przy oknie i patrzyła na wielki ogród iskrzący się w blasku księżyca. Ostatni raz spojrzała do lusterka w puderniczce. Wyglądała jak prawdziwa dama. Jak księżna. Westchnęła cicho. „To tylko głupi Sylwester, na które przyjdzie całe Ministerstwo Magii, ważne szychy świata czarodziejów czarodziejów rodzina Malfoya… Tak, rzeczywiście to nic” przeklęła siebie. Nagle usłyszała pukanie.
-Mogę??
-Jeśli musisz.

Do komnaty wszedł Malfoy w fraku . W ręku trzymał pudełko. Uśmiechnął się tylko i podszedł do dziewczyny.
-Usiądź. – szepną jej do ucha.

Octavia posłusznie(?) usiadła przy toaletce. Blondyn otworzył pudełko. W środku połyskiwały diamentowe kolczyki, naszyjnik i bransoleta. Dziewczyna podniosła jedną brew do góry.

-Tak, wiedziałem, że czegoś tu brakuję. A swoją drogą to kobiety, nawet te nie grzeczne, kochają diamenty. – powiedział. I delikatnie zapiął dziewczynie naszyjnik. Znowu dreszcz.
„Cholera” pomyślała Octavia.
-Dziękuję. Czy znasz jakiś sposób odwdzięczenia się za to wszystko??
-Oo, dobrze, że mi przypomniałaś, pomyślę nad tym. Ale teraz idźmy już.

Na dole po obu stronach stali służący. Nawet skrzaty ubrane były w białe rzeczy. Kiedy pojawili na szczycie schodów, matka i ojciec ślizgona odwrócili się. Octavii coś stanęło w gardle. Nie chciała żeby to tak wyglądało, ale widocznie musiało. „Robisz to dla dobra ogółu” przeleciało jej przez głowę. Zacisnęła zęby i zeszła na dół.
-Nie mówiłem, że pasują do siebie idealnie. – rzekł półgłosem do żony Malfoy. – Wspaniale, Draco. Teraz możecie nas wyręczyć i witać gości. – powiedział i wziąwszy żonę pod rękę wyszli do salonu.

Pierwszy powóz nadjechał. Octavia spojrzała na Dracona…


Mięła godzina nudnego witania gości. Z dworu bił ogromny chłód. Octavia po raz kolejny uśmiechała się i ściskała rękę jakiejś wyfiokowanej damulce. Było jej tak zimno, że nie mogła się uśmiechać. Gdy już ostatni gość została przywitany podszedł do nich pewien mężczyzna.
-Dobry wieczór, nie wchodził Pan chyba tędy, nie witaliśmy Pana. – powiedziała machinalnie podając zimną dłoń.
-Ach witam. Nie wszedłem przez ogród. Panna Lorens jak się domyślam.
-Tak.
-Miło mi poznać. Proszę to wziąć, panienki dłonie takie są zimne. – tajemnicy gość wręczył jej futerkowe, białe bolerko. Malfoy pomógł jej je włożyć.
-Kto to jest?? – zapytała Dracona kiedy szli do stołu.
-Nie wiem, ale nie mówiłem Ci jeszcze, że pięknie wyglądasz.
-Tak
-W takim razie powiem to jeszcze raz – jesteś piękna.
Uśmiechnęli się do siebie. Podsunął jej krzesło i usiedli obok Ministra Magii i rodziców Malfoya. Matka pilnie ją obserwowała. Draco udawał, że nic nie widzi. Po przekąskach serwowanych przed skrzaty nadszedł czas na małą mowę gospodarza domu. Lucjusz zastukał widelcem w kieliszek. Sala uciszyła się.
-Witam wszystkich Państwa na Balu. Mam nadzieję, że będę się Państwo bawili doskonale. Chciałbym serdecznie powitać Pana Ministra Knota, który zaszczycił mój dom swoją obecnością…..- gdy Lucjusz wymieniał osobistości Octavia uważnie przyglądała się każdemu gościowi. W kącie niedaleko orkiestry stał z szampanem w ręku ów gość, który podarował jej futro. – Aby tradycji stało się zadość zatańczmy walca wiedeńskiego. Orkiestra!!
Malfoyowie wstali i wyszli na środek. Draco wstał.
-Mogę prosić??
-Ale…
-Co?? Nie umiesz tańczyć??
-Umiem. – powiedziała spojrzawszy mu głęboko w oczy. – Mam klasę B, jakbyś chciał wiedzieć.
-To chodź. – Stanęli obok siebie naprzeciwko drzwi na balkon. – Układ jest prosty. Cztery razy od siebie do siebie. A potem cały czas, dopóki nie powiem, że zmiana, obroty.

Muzyka zaczęła grać. „Od siebie do siebie… dobra niby da się zrobić” myślała. Minęły wieki od kiedy ostatni raz tańczyła walca. Po chwili wszyscy goście wirowali w tańcu. Trwało to dobrą chwilę. Malfoy patrzył na Octavię.
-Lorens, dobrze Ci idzie. – powiedział. – Mam małą niespodziankę. – dodał tajemniczo.
Walc dobiegł końca. Zaproszeni powoli schodzili z parkietu zostawiając blondyna i agentkę na środku. Dźwięki powoli nabierały agresywności. Dziewczyna podniosła brew do góry. Serce jej mocniej zabiło.
-Tango.
-Tango??
-Tak, kotku.
-Nie mów tak do mnie. Nigdy. – odpowiedziała.
Malfoy tylko podniósł brew do góry, uśmiechnął się szelmowsko i przyciągnął ją do siebie patrząc dziewczynie głęboko dwóch oczy. Po dwóch taktach muzyki. Jednym ruchem ręki obrócił ją tyłem do siebie. Jego ręka schodziła bo jej talii, biodrach… a zatrzymała się na udzie. Octavię przeszył dziwny dreszcz. Dracon, zaczynając w takt, odepchną dziewczynę przed siebie, która instynktownie zrobiła piękny obrót, w czasie którego blondyn zerwał z niej połowę sukienki.
Tańczyli. Dziewczyna nie wiedziała jak to się stało, ale tańczyli. Wszystkim się podobało. Oprócz jednej osoby, która stała obok orkiestry i patrzyła się na dziewczynę.

Ten ktoś myślała o czymś zupełnie innym. Miał w głowie tak poukładane. Miał po prostu plan. Plan dotyczył tych dwojga, którzy uczestniczyli właśnie w kłótni kochanków. Nie wiedzieli o tym.



-Podobało Ci się, kotku?? – zapytał kiedy Octavia zakładała w drugim pomieszczeniu swoją odczepianą część sukni.
-Po pierwsze: nie wiem skąd ty to umiesz, a po drugie nie mów tak do mnie!! – odpowiedziała trochę poirytowana. Wiedziała, że będzie ją drażnił słowami: kotku, kochanie, misiu, myszko…
Nienawidziła tego odkąd zerwała ze swoim pierwszym chłopakiem. Właśnie wtedy 29 lutego poprzysięgła sobie, że nigdy się nie zakocha i nigdy nie będzie z żadnym chłopakiem. Ale dopiero teraz kiedy tak stała z Malfoy’em w ciemnym pokoju przypomniała sobie o tym. Zrobiła minę jakby o czymś zapomniała i bez słowa wyszła z pomieszczenia. Draco postał chwilę i zaraz wyszedł.



Dziewczyna przedzierała się przez tłum gości. Wszyscy uśmiechali się obrzydliwie. Octavii zakręciło się w głowie, chciało jej się wymiotować, widziała przed oczami czarne plamy…

Z otwartych drzwi balkonowych wiało mrozem. Octavia, po przepchnięciu się między tańczącymi i rozmawiającymi, poczuła na sobie ten ogromny chłód. Podeszła do kamiennej balustrady. Spojrzała w dół. Oprócz białej pokrywy śnieżnej i muru ze zmarzniętym bluszczem nie było niczego. W salonie grano właśnie wyjątkowo smutną pieśń. Octavia chciała krzyczeć. Zacisnęła pięści i uderzyła w kamień. Z jej oczy płynęły łzy. Nie była w stanie myśleć. Za sobą usłyszała tylko dźwięk zamykanych drzwi i kroki. Serce podskoczyło jej do gardła, a ręka odruchowo otarła łzy z policzków. Poczuła jak ktoś nakrywa ją ciepłym futrem. Malfoy stanął obok niej i podziwiał piękny księżyc „wiszący” przed nimi. Stali tak przez chwilę.
-Dobrze się czujesz?? – zapytał.
-Tak… Która godzina??
-Za dwadzieścia dziesiąta.

Wtem niby duch pojawił się obok nich ten tajemniczy gość.
-Piękna pogoda tej nocy, nie uważacie?? – zapytał strasząc Octavię.
-Taak, wieczór jest uroczy – powiedziała uśmiechając się ze zeszklonymi oczami.

Nastała niewygodna cisza.

-Jedno z plemion w południowej Afryce wierzy, że Słońce i Księżyc tańczą codziennie ze sobą. A jedno z staro-tybetańskich podań mówi o tym, że są jednym ciałem, a my widzimy w dzień jak żyje i w nocy jak śpi. Zaś ostatnia to peruwiańska historia o misji, jaką każdego dnia i każdej nocy wykonują te planety. Misja ta jest niezmiernie ważna… - powiedział patrząc na blondyna.

Octavia patrzyła ślepo w dal i zdawała się nie słyszeć tego wywodu.
-Każdy z nas ma jakąś misję do wykonania. – stwierdziła tajemniczo.

Gość uśmiechnął się lekko.

Stali tak kilkanaście minut.

-A tak właściwie, stoimy tu i konwersujemy, a ja nie znam Pana nazwiska i imienia. – powiedziała odwracając się do nieznajomego. Mężczyzna zrobił taką miną jakby specjalnie nie zdradził swojej tożsamości dziewczynie.
-Nazywam się Tom Marvolo Ridlle. – odrzekł podając agentce rękę. Dracon zbielał, a jego wargi zadrżały na dźwięk tego nazwiska. Otóż przed nim stał sam Lord Voldemort…

Przez chwilę nie wiedział co zrobić. Ukłonił się lekko, a Ridlle machnął na niego ręką, aby nie robił nic. Octavia podała mu rękę.

Zza drzwi wyłoniła się postać Narcyzy. Tom przeprosił uczniów wszedł do domu. Malfoy patrzył na dziewczynę w osłupieniu. Pierwszy raz chciał uciekać daleko stąd. Może trudno mu to było przyjąć, ale bał się… BAŁ SIĘ!! Bał się, że Lord, który zmarnował mu rodzinę zechce teraz zabrać mu jeszcze coś…

Octavia podniosła jedną brew. Wpatrywał się w nią dość długo, co zaintrygowało dziewczynę. Zamachała mu przed oczami. Wtedy Draco złapał ją i władczo wprowadził do środka.

***

Zegar wybił upragnioną godzinę. To wtedy zmienia się kalendarz i nawet… nasze życie.
Z sufitu padało na gości konfetti, a dookoła latały serpentyny. Każdy składał życzenia każdemu. Między przyjezdnymi przeciskały się skrzaty z kolejnymi kieliszkami szampana. Octavia pijąc pierwszy w nowym roku trunek patrzyła w stalowe oczy. Nie wiedziała co przyniesie jutro, ale czuła, że to będzie inny rok…


***

Około drugiej Octavii było już źle. Zaproszeni w połowie dobrze wstawieni, muzyki radosnej jak na lekarstwo – dla niej to koniec balu. Zgubiła Dracona, który tańczył właśnie z damą z Departamentu
Quidditcha. „Dobrze, jak wyjdę to nawet nie zauważy” pomyślała. Przeszła pośpiesznie pod kryształowym kloszem, a przy schodach zdjęła buty i szybko, trzymając suknię podniesioną, pobiegła do swojej komnaty. Gdy tylko weszła zamknęła drzwi za sobą i oparła się o nie upuszczając na podłogę szpilki. Oddychała głęboko, oczy miała zamknięte, chciała się uspokoić. Wsunęła się po drzwiach na podłogę. Suknia błyszczała w ciemnościach, dziewczyna rozmasowywała sobie kark. Po chwili usiadła na łydkach i spojrzała w lustro. Jej fryzura zaczynała się psuć. Wstała i podeszła do toaletki. Powoli zaczęła wypisać spinki i wyjmować wsuwki z włosów. Coraz więcej kosmyków padało jej na ramiona. Gdy już ostatnia wsuwka znalazła się na blacie toaletki, Octavia zdjęła naszyjnik i kolczyki, wzięła szczotkę i rozczesywała te kosmyki, z których była bardzo dumna. Nie była tylko w stanie zdjąć z siebie gorsetu od sukienki. Wysilała się jak mogła, ale oprócz odpinanej części nic nie mogła zdjąć. Dziewczyna coraz bardziej śpiąca siłowała się z gorsetem. Po kilku minutach wyjęła z szuflady nożyczki i rozcięła go. Została tylko w samej czarnej bieliźnie. Oparła głowę na rękach i patrzyła na siebie. Za oknem było tak pięknie. Gwiazdy na czarnym niebie wyglądały jak miliony bawiących się dusz na balu nocy. Ponownie zamknęła oczy. Kilka minut zadumania trwały i Octavia wcale nie chciała, aby się skończyły. Poczuła nawet delikatne dotknięcie ręki na policzku. Uśmiechnęła się. Tym razem poczuła jak coś odgarnia jej włosy z szyi i delikatnie muska ją ustami.

W tym momencie Octavia otworzyła oczy. Minę miała jakby zapomniała o czymś ważnym. W lustrze natomiast zobaczyła Dracona, który również patrzył na nią przerywając swoją czynność.

-Pięknie się uśmiechasz – powiedział.

Dziewczyna wstała jak oparzona i odeszła na bezpieczną odległość, całkowicie zapominając, że ma na sobie bardzo pociągającą bieliznę.
-Czego chcesz??

Malfoy wiedział jedno – chce jej. Chce ją całować, pieścić, spełniać jej zachcianki, kochać się z nią codziennie, zadowalać rodziców, spowodować zazdrość u kolegów. Wiedział, ze będzie ciężko teraz to jej zrobić, ale musiał. Od kiedy pokonała go w pojedynku poprzysiągł sobie zemstę, ale potem zrozumiał, że nie będzie tracił takiej okazji. Wykorzysta ją, upokorzy, zmarnuje, a potem zostawi na pastwę okrutnego losu. Jednak o dwunastej odkrył nowe uczucie…

-Pytałam czego chcesz??

Pożądanie się skumulowało. Podszedł do dziewczyny, spojrzał jej w oczy. W brzuchu Octavii motylki już nie latały, one obijały się z całej siły. Jego ręce powędrowały na biodra. Ona zawiesiła ręce na jego szyi. Zaczęli się całować. Najpierw delikatnie, potem coraz bardziej namiętnie. Nieświadomie cofali się do tyłu. Nogi Octavii zatknęły się na przeszkodę. Całowali się zachłannie, a potem dziewczyna upadła ciężko na fotel. Blondyn klęknął przed nią. Muskał jej szyję, przeszedł do dekoltu. Jego ręce potykały ją po udach i pośladkach. W głowie Octavii była tylko ta rozkosz. Draco postanowił posunąć się dalej. Jeśli miałby to zrobić pierwszy raz w nowym roku to właśnie z nią. Jego ręce powędrowały na plecy w celu zdjęcia z niej gorsetu. Dziewczyna jak dzikie zwierzę miotała się na fotelu. Malfoy właśnie kończył rozpinać jej gorset…

Octavia nie nie chcący spojrzała na niebo za oknem. Czas na chwilę stanął w miejscu. Nic nie czuła. Wtedy spadająca gwiazda przecięła czarną tkaninę nocy jak sztylet. W tym momencie przpomniała sobie wszystko. Odepchnęła lekko Dracona na podłogę. Wstała i podbiegła do drzwi. Otworzyła je i trzymając na sobie rozpięty gorset rzuciła:
-Wyjdź.

Blondyn miał minę jakby ktoś oblał go wiadrem zimnej wody. Nic nie powiedział tylko poprawił koszulę i wyszedł. Dziewczyna od razu zamknęła drzwi na klucz. Odwróciła się i zapłakała.

Tymczasem Draco szedł jakby pijany do swojej komnaty. W głowie natłok myśli połączył się z wypitym alkoholem. Co zrobił nie tak?? Oparł się o ścianę…



Ufff... To już ostatnia tak długa notka. Przynajmniej na razie ;]. Dziękuję za tyle komów i zapraszam do dalszego komentowania.

komentarze [45]

I just need to free my mind. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku. >> sobota, 23 grudnia 2006 21:49:25

Nastał grudzień. Upragniony, śnieżny, mroźny miesiąc. A z nim min. Mikołajki. Przez kilka dni pod rząd sypało i były małe problemy z prezentami, ale szybka interwencja odpowiednich zaklęć w mig sprawiła, że można było w pełni poczuć atmosferę świąt.

6 grudnia Octavia spała jak nigdy, nic jej się nie śniło, nikt jej nie obudził, miała po prostu spokojną głowę. Otworzyła oczy. Uśmiechnęła się nawet do siebie. Popatrzyła na budzik wskazujący 5.55. „Głupia godzina” pomyślała. Jej wzrok skupił się jednak na pakunkach leżących na szafce. Nie spodziewała się jakichkolwiek prezentów, mino, że sama obdarowała wszystkich przyjaciół. Odwróciła się na plecy i popatrzyła w sufit. Leżała tak przez chwilę, odwracając się na drugą stronę poczuła, że coś jest pod poduszką. Włożyła ręką pod poduszkę i natrafiła na kawałek papieru. Pomacała jeszcze dalej i zdecydowanym ruchem wyjęła kartkę spod poduszki. Przed oczami zobaczyła zwykłą kopertę, a na niej widniejące litery: „Octavia Lorens”. Ze zdziwieniem otworzyła kopertę. W środku był list:
Wiem, że nie powinienem tego robić po tym co się stało w Wielkiej Sali, ale bardzo chcę. Chcę Cię zaprosić do mnie na święta. Domyślam się, że Potter jeszcze nie złożył Ci tej propozycji. Proszę abyś pomyślała nad tym. Jeżeli już masz inne plany, albo idziesz do Pottera – zrozumiem.
D.M.


„Co za tupet!!” pomyślała i nerwowo zgniotła kartkę w dłoni. Chciała ja wyrzucić za siebie, ale opamiętała się i wrzuciła list do szuflady. „Kim trzeba być, żeby najpierw skradać się z nożem za czyimiś plecami, a potem zapraszać na święta do siebie!! W życiu tam nie pójdę!!” krzyczała w myślach. Zacisnęła pięści i przekręciła się w stronę łóżka Hermiony. Dziewczyna otworzyła oczy i powiedziała:
-Hej!! Długo już nie śpisz??
-Z 10 nimut.
-Ehh… - Hermiona podniosła się z łóżka i popatrzyła na szafki. – Ooo, ile prezentów.
-No jak widać.
-Może jeszcze zdążę je przed śniadaniem rozpakować – powiedziała i po ułożeniu pościeli skierowała się sennym krokiem do łazienki.

Octavia popatrzyła na swoją szafkę. Leżało tam sporo prezentów. Wzięła najmniejszy pakunek do ręki. Odwinęła czerwony papier. W środku była szklana kulka z białymi płatkami i brokatem wewnątrz. Płatki powoli opadały ukazując dziewczynę o czarnych włosach siedzącą na kamieniu. Octavia podniosła brew do góry, potrząsnęła kulą. Gdy płatki opadły, obok dziewczyny stał jeszcze chłopak o blond włosach. Agentka nie wiedziała co myśleć. Nagle drzwi do łazienki gwałtownie się otworzyły, Octavia podskoczyła, a kula wypadła jej z ręki i poturlała się pod łóżko. Płatki chwilę zawirowały okrywając chłopaka i dziewczynę…

-Zapomniałam… Rozpakuj prezenty!! – powiedziała Hermiona z uśmiechem.
-A tak… jasne – odpowiedziała Octavia. Wzięła z szafki prezenty i zabrała się do rozpakowywania.
Czerwony papier w renifery… „To pewnie od Rona…. tak!!” Wyjęła egzemplarz książki „Historia Quidditch`a”. Następny… zielona torebka, a w niej „Zaklęcia domowe dla zawaansowanych”. „To pewnie Ginny”. Złote pudełko -„Harry”, Octavia wyjęła z niego ,pięknie zdobiony i dający wrażenie starego, album na zdjęcia. Ostatni prezent „Hermiona”- pudełko owinięte srebrnym papierem, Octavia otworzyła pokrywę, w środku zobaczyła śliczne srebrne balerinki na małym obcasie i z kokardką.
-Hermiona!! Są….są… prześliczne….

Hermiona wyszła z łazienki z szerokim uśmiechem.
-Wiedziałam, że Ci się spodobają!!
-Nie wiem co mam powiedzieć…
-Jak to co?? Zakładaj!!

Dziewczyna założyła buty i przeszła się po D. Leżały doskonale.
-Wiesz, będę dzisiaj nich chodzić…

Hermiona uśmiechnęła się.

***

Duża sala tonęła w śniegu. Przygaszone świece dodawały kolacji romantyzmu. Z powietrzu unosiła się woń jemioły, choinki. Stół Ślizgonów wrzał. W środku siedział Malfoy śmiejąc się z dowcipów Zabiniego, obok ściskała go (dla picu) za rękę Pansy. Po kolejnej salwie śmiechu spojrzał na oszronioną szybę, w której odbijała się jego głowa i fragment włosów Pansy. Zamyślił się. Wtem wszystko posrebrzało. Do sali weszła Octavia. Malfoy otworzył lekko usta, a ślizogoni widząc jego reakcję umilkli.
-Nie zła dupa, ta Lorens – powiedział Zabini.
-No co ty?? – odpowiedziała przecząco Parkinson – Tylko spójrzcie na jej ubrania…
Jej przyjaciółki zaśmiały się. Malfoy spojrzał zimno na wielbicielkę.
-Co?? Podoba Ci się… Dlaczego gdy poruszamy jej temat to nic nie mówisz…
-Zamknij się, nie będę się nikomu spowiadał na w szczególności Tobie – powiedział pogardliwie i wyrwał dłoń z jej dłoni.
Wszyscy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
-Dobra, no… zastanawiam się czy jest szlamą czy ma czystą krew. Zadowoleni??!!

Nikt do końca kolacji nie poruszał tego tematu.

Tymczasem przy stole Gryfonów trwało chwalenie się prezentami i wymienianie podziękowaniami.
„Prawdziwie życzliwa atmosfera” pomyślała Octavia, jej oczy błądziły wśród blasku świec.
Przelotnie i nie chcący napotkała wzrok Malfoya. Jego oczy błyszczały…. Patrzyli tak na siebie…
-Octavia słyszysz mnie!!
-Co??
-Już 5 raz Cię wołam. Pokaż Ginny buty.
-Ach już. – dziewczyna wstała i pokazała Ginny buty nie zwracała uwagi na komplementy i uwagi. Po chwili opuściła stół Gryfonów.
Malfoy również wstał.
Wyszła.
On za nią.

Dziewczyna szła z głową uniesioną wysoko do góry. Za nią kroczył blondyn również z ogromną pewnością siebie.

-Zastanowiłaś się?? – usłyszała.
-Nie.
-To odpowiedź czy mam poczekać.
-A poczekasz??
Odpowiedziała jej cisza… „Poczeka” pomyślała, „Poczekam” pomyślał.
-Odpowiem Ci pojutrze po eliksirach – powiedziała i skręciła w korytarz prowadzący do PW Gryfonów.

***

Niedzielno-poniedziałkowa noc była najgorszą nocą, jaką Octavia spędziła w zamku.
Do północy nie mogła zasnąć. Do pierwszej liczyła w myślach, przeszła się po PW i wypiła dwa litry wody. Do drugiej leżała na plecach.

02.33
Przypomniała jej się kula, którą dostała od Malfoy’a. Popatrzyła na szafkę. Sprawdziła w szufladzie. Po chwili jej głowa wyglądała już pod łóżko. „Ha!” pomyślała wyciągając rękę po prezent. Otrzepała ją z kurzu i zobaczyła, że w środku dziewczyna nie jest sama. „Cholera, i co ja mam teraz zrobić??”. Przez kilka minut wpatrywała się w obiekt szukając odpowiedzi. Zasnęła z nią w ręku…

***

-Znowu zaspałaś!! – pospieszała Octavię Hermiona.
-A czy to moja wina??
-Twoja, nie twoja, McGonagall nie lubi jak ktoś się spóźnia!!
-Może przestała byś mnie ponaglać i byś poszła. To mnie rozprasza…
-Octavia!! Nie mogę się natknąć na dawce kolczyków!! Muszę iść z Tobą, wtedy mnie nie zaczepi!!
-To umów się z nim raz, zrób z siebie idiotkę… Już nigdy się nie pojawi. – powiedziała tajemniczo malując rzęsę.
-Nie, bo będę mówili potem w całym Huffelpuffie, że jestem idiotką. A poza tym to… a zresztą nie wiem… Ej no nie gap się… szybciej!!
-O jeju, no już!!

***

Biegły korytarzami. Jeszcze tylko jeden zakręt. Bach….. Octavia wpadła na jakieś ślizogna. Włosy zasłoniły jej twarz i oczy. Wymamrotała tylko ciche:
-Przepraszam.

Czyjaś aksamitna rękę ogarnęła jej kosmyki z oczu, a stalowe tęczówki od razu spowodowały, że nie wiedziała co zrobić. Dracon pomógł jej wstać. Stali tak przez chwilę.
-Tak. – powiedział nie śmiało.

Uśmiechnął się szarmancko i odszedł.

***

-Gdzie się podziewałaś przez 10 minut cennej lekcji, panno Lorens?? – zapytała profesorka, gdy Octavia z dziwnym uczuciem weszła do sali.
-Zapomniałam wypracowania i wróciłam się do Dormitorium, panie profesor. – skłamała dziewczyna podchodząc do ławki, gdzie siedziała Hermiona.
-Dobrze, ale wolałabym, żeby najlepsza uczennica nie spóźniała się częściej. A teraz przejdźmy do lekcji. Dzisiaj dalej będziemy zajmowali się transmutacją ludzi….

***

-Czemu się spóźniłaś?? – zapytała Hermiona półgłosem, kiedy zabierali się do pracy.
-Wpadłam na kogoś.
-No nie wiem jakoś tak dziwnie wyglądasz.
-Możliwe.
-To w kogo się zamieniamy – zapytał Ron uśmiechając się.
-Może w jakieś ptaki – powiedziała Octavia.

Harry spojrzał na nią i wrócił do przemiany w jelenia.
-No niech będzie – powiedziała Hermiona.

***

Na kolacji nie było Malfoy’a. Pierwszy raz dziewczyna chciała, żeby na nią spojrzał.
Na próżno. Przy stole jednak zawrzało od tematów Świątecznych, Świątecznych końcu za kilkanaście dni Święta.

-Harry, gdzie zorganizujemy Święta. Przy czy przyjedziesz do nas – zapytał Ron.
-Może przyjadę do was.
-O super mama się ucieszy. – powiedziała Ginny.- Hemriono, a Ty??
-Obiecałam rodzicom, że spędzę z nimi Święta i… jadę na narty do Szwajcarii!!
-No, no… - powiedziała Octavia. –Tylko mi się czekolady nie przejedz.
-Hehe.. jasne…
-Octavio a Ty gdzie się wybierasz??
-Ja… yy …. Ja… jadę do domu.
-Aha. – Ginny popatrzyła na Harry`ego, który mruknął:
-Idźmy już.



Chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia, żeby następny rok był lepszy od tego i abyście byli dumni z Waszych Blogów. Świąt Pełnych Miłości...

komentarze [51]

A on jest naprawdę dobrym facetem i chce ją uratować... >> niedziela, 3 grudnia 2006 01:02:30
Koszmary dręczyły Octavię tej nocy okropnie. Tak jakby wszystko co złe zaatakowało ją z siłą przenikania do podświadomości. Ilość obrazów widzianych tej nocy przeraziła by nie jednego psychologa. To ta kobieta nad oceanem, to jakiś korytarz, to znowu i niestety – Malfoy. Równo o północy otworzyła oczy. Chciało się jej już rzygać na widok tego. Popatrzyła w sufit. Potem na łóżko Hermiony. Ona to miała życie… Bez kłamstw, misji, zagadek, wiedzy mugolskiej agentki…
Co Octavia dała by aby przez chociaż jeden dzień nie myśleć o tych sprawach. A to wszystko przez jednego blondyna i to może wcale nie byle jakiego. Wstała. Powoli wyszła z D. W PW nie było nikogo. Ciemno i zimno. Usiadła na sofie przed kominkiem. Myślała. Myślała o czasach, gdzie koło wielkiego domu na przedmieściach w pięknym ogrodzie, na huśtawce huśtała się mała dziewczynka z długimi, czarnymi włosami. Taka beztroska. I wtedy rozległ się krzyk… Mimo, że była mała to pamiętała to doskonale. Pobiegła do domu. W środku tylko płacząca matka. Dziewczynka próbowała ją pocieszyć. Nie pomogło, kobieta o tak samo czarnych włosach, ale płowych oczach patrzyła na córkę… Od tamtej pory nie miała normalnego dzieciństwa, zresztą to nigdy nie miała. Matka pracująca od świtu do nocy. Ojciec tylko w weekendy je odwiedzał w tym przeklęcie pięknym domu. I tego pamiętnego dnia wszystko się skończyło… Wyprowadziły się… Porzuciły ten piękny dom, huśtawkę, niebo… Nowe miasto było nie przyjemne i głośne. Nowe koleżanki – rozpieszczone damulki z lalkami Barbie pod pachą i w obrzydliwie różowych sukienkach zawsze uśmiechnięte i słodkie… Podstawówka przeszła tak sobie. Ale wtedy pojawiły się najlepsze przyjaciółki Octavii. Najpierw w ostatniej klasie podstawówki Wiktoria, a potem Livia z siostrą Sheilą. A ponad dwa lata temu Eunice. Octavia uśmiechnęła się. Odkąd je poznała to jej życie się zmieniło. Mogła „normalnie” żyć. Dopiero od roku pracowała dla agencji. Zwerbowali ją gdy była w centrum handlowym na zakupach (banalne). Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. Teraz też nie jest lepiej: siedzi na fotelu przed zgaszonym kominkiem i myśli o głupotach zamiast zastanowić się nad wyspą i gdzie ona jest.

Z tego zadumania wyrwał ją Harry.
-Co Ty robisz o pierwszej w nocy przed kominkiem??
-Oj, nie mogę spać.
-A tam… widzę, że coś Cię gryzie…
-Tak jakby… Nic nie jest takie jakie powinno być.
-Ach. Rozumiem, że nie wiesz co o tym myśleć??
-Harry, ja myślę o tym cały czas!! Ja nawet zjeść nie mogę, żeby o tym nie myśleć i to mnie wkurza…
-Bo za bardzo się przejmujesz! Myślisz, że możesz uratować świat, ale to niemożliwe – Harry popatrzył na dziewczynę pytająco. Te słowa nie były jego. Patrzyli sobie w oczy.
-Gdybym wiedziała tylko co kombinuje Voldemort…
Harry drgnął. Dziewczyna popatrzyła na niego.
-Voldemort - powtórzyła.
Harry skrzywił się. Octavia przenikliwie spojrzała na Harry`ego. Wszyscy wiedzieli, że tylko on i Dumbledore wymawiają imię czarnoksiężnika bez żadnego skrępowania i strachu, a tu chłopak zadrgnął.
„Dziwne” pomyślała. Popatrzyła mu jeszcze raz w oczy. Stawały się coraz zimniejsze i siwe.
„Harry” wykorzystał ten moment objął dziewczynę w talii, a jego głowa bardziej zbliżała się do jej głowy. Dziewczyna poczuła ucisk w gardle gardle już na 100% była pewna, że to nie Harry. Jednak zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć poczuła zapach męskich perfum (i to bardzo ładnych), a Jego usta były już blisko…

Zwierzęcy instynkt wygrał. Malfoy już teraz całował Octavię. „Nie opiera się”pomyślał. Dziewczyna nie mogła myśleć ucisk w gradle stawał się nie do wytrzymania. Czuła nawet smak swojego błyszczyka waniliowego. Znowu otworzyła oczy i popatrzyła na oprawcę… Włosy napastnika z czarnych robiły się blond, blizna znikała. Draco otworzył oczy. Trwali tak chwilę w milczeniu, po czym dziewczyna wzięła kosmyk blond włosów Malfoya i powiedziała:
-Lepiej żeby Cię tu nigdy nie zobaczył…
Wstała i poszła do D z dziwnym uśmiechem.

***

-Octavia wstawaj - Hermiona stała nad dziewczyną.- Halo!! Słyszysz!! Obudź się!!
Octavia przekręciła się na bok i otworzyła oczy. Podniosła się.
-Już od pół godziny nie mogę Cię dobudzić. Wiesz ile mamy dzisiaj roboty.
-Hermiono musisz się tak drzeć!! Głowa mnie boli – powiedziała Parvati zza swojej kotary.
-No jasne głowa… Jakbyś tak późno nie wróciła od Henry`ego to by Cię nie bolała.- odpowiedziała z poirytowaniem.
-Ja przynajmniej mam do kogo iść…
-A ja nie mam i z się tym świetnie czuję.

Octavia wstała i głupią miną weszła do łazienki. Levander właśnie kończyła makijaż, popatrzyła na Octavię.
-Coś Ci się chyba kiepsko spało, co??
-A żebyś wiedziała.
-Widzę, że musisz doprowadzić się do stanu „użyteczności publicznej”*.
Dziewczyna pokiwała. Levander wyszła. Za drzwiami było słychać odgłosy odbywającej się bitwy na poduszki. Octavia spojrzała w lustro, rzeczywiście – nie wyglądała najlepiej…

***

Biblioteka. 20:56. Octavia nerwowo przewracała po raz setny karty „Amuletów..”.
-Niech to szlag, w tej książce nic nie ma!! – powiedziała rzucając ją na stolik.
Hermiona popatrzyła sponad „Wielka geografia świata, rocznik 1980”.
-Może źle szukamy?? – zapytała Octavia.
-Nie wiem.

Octavia usiadła na krześle. Westchnęła. Popatrzyła jeszcze raz na „Amulety…”, w blasku wielu świec można było zobaczyć złote litery… Złote litery… Litery… Cyfry… Dziewczyna zjeżdżała wzrokiem coraz niżej… Na samym dole mało widoczne były cztery cyfry. 1506… „To pewnie data wydania” pomyślała.
-Moment…. Jeżeli to data wydania to źle szukamy!! – powiedziała.
-Jak to??
-No zobacz, tu jest rok wydania – wzięła książkę do ręki i pokazała Hermionie złoty napis – tak??
-No… jest…
-Więc, źle szukamy, bo skoro książka jest z XVI wieku to musimy szukać wyspy na tamtych mapach!!
-A co to da??
-Nie wiem… Może jakieś współrzędne ustalimy albo co.
-Ty to jest myśl współrzędne!! Pamiętasz tą przepowiednie, która Ci się śniła?!
-Jasne…
-To ile tam wersów było??
-7.
-Hmm… To nijak się ma.
-Ale 7… czekaj. Popatrz na tą datę. 1506. 1+6 to jest 7. I zostaje 6 i 0 czyli 6.
-6 i 7 to mi nic nie mówi.
-6+7=13. 13!!
-To też nam nic nie daje…
-Czekaj… Ile stron mają „Amulety…”
-1000.
-1013. Co to może być?? Cholera, nigdy nie byłam dobra z matmy…
-Ja też…
-Ale czuję tu jakiś związek. Tylko nie wiem jakie liczby wprowadzić.
-Coś kombinujesz i chyba jesteśmy na dobrej drodze…
-Wiem, poszukajmy map z tamtego okresu.
Dziewczyny zaczęły przewracać wszystkie pergaminy do góry nogami.
-Mapy starożytne… 505…100….1400….1500….1504 i 1505, mam! – krzyknęła Hermiona.
Jednym ruchem wyjęła pergaminy i położyła na stole. Światło oświetlało rysunek łudząco podobny to dzisiejszego kształtu wyspy.
-Wiesz wszystko się zgadza tylko, że inaczej były odległości mierzone… Zobacz tutaj.
Dziewczyna wskazała mały punkt na końcu mapy. 10.
-Pamiętasz, że wtedy równika nie znali.
-Jasne, bo wtedy Kopernik jeszcze badał gwiazdy… Teoria heliocentryczna było gotowa w 1510, ale w zarysie.
-Więc mówię, miary były inne. Zobacz skoro tu jest 10. Podaj pióro. To jak przeciągnę tą linię to będzie tak… A skoro jak mówisz 13 to trzeba zmierzyć ile jest między tym a tym….. 5 i teraz gdzie teoretycznie może być 3… Mniej więcej tu…. I masz, tu powinna być nasza wyspa….
-Kurde, nie wiem…Nie to wszystko jest bez sensu. –powiedziała Octavia ziewając. – Nie wiem jak Ty, ale idę się zdrzemnąć. Może dobrze mi to zrobi.
-Zostawisz mnie z tym burdelem!!
-Hermiono!! Co masz z zaklęć??
-Oj weź… idź już – powiedziała już z lekkim uśmiechem Hermiona.

***

-Jak można było to przespać??!! – usłyszała nad uchem.
Otworzyła oczy. Błękit nieba i światło słoneczne wyrwały ją ze snu. Przetarła powieki, a potem wstała. Znajdowała się na plaży. Po jednej stronie piasek , a po drugiej przejrzyste morze. Rozejrzała się, ale dookoła nikogo nie było. Zaczęła iść przed siebie. Słońce coraz bardziej przygrzewało w plecy, a miała na sobie czarną szatę. Po kilku minutach marszu zobaczyła, że wybrzeże zaczyna robić się pagórkowate i w oddali zaczynają się wysokie klify. Zatrzymała się i obejrzała za siebie. Pobiegła w tamtą stronę. Znowu to samo na końcu klify. Popatrzyła na ląd gdzie piasek ciągnął się dalej. Weszła na wydmę. A w oddali ujrzała ogromną górę, nad którą unosił się czarny dym.
-Wulkan – powiedziała.
-Brawo! – odpowiedział czyjś głos.


Dziewczyna obudziła a się zalana potem. W D nie było nikogo. Wstała z łóżka. Po chwili namysłu wybiegła czym prędzej z Dormitorium i udała się do biblioteki, nie zwracając uwagi na towarzyszy siedzących pod kominkiem.

Na korytarzu pusto. Oby nie natknąć się na… niestety pani Norris patrzyła już na dziewczynę przenikliwym spojrzeniem. Octavia bez namysłu wyjęła różdżkę i powiedziała:
-Silenco
Dziewczyna wyjęła klamrę z hakiem, który wystrzelił w górę ciągnąc za sobą agentkę aż do sufitu.
Kotka mino przeraźliwego miauczenia nie została usłyszana przez woźnego, więc Octavia spuściła linkę na dół. Stanęła na podłodze. Schowała hak do paska i pobiegła w przeciwną stronę. Zdyszana zastała bibliotekę zamkniętą. „Cholera! Hermiona pewnie był PW” pomyślała. Okrężną drogą wróciła przed portret Grube Damy.
-Portal.
-Gdzie wy się po nocy szwędacie…
-To długa historia… - dziewczyna weszła do PW.

Rzeczywiście Hermiona siedziała przy kominku nad mapami i z kilkoma książkami położonymi na siebie obok sofy. Dziewczyna usiadła.
-Miałam sen…
Hermiona powoli odwróciła głowę.
-I co??
-Byłam na wyspie… Plaża… Idziesz na jedną stronę – klif. Idziesz na drugą – też klif. Wchodzisz w głąb… I widzisz ogromną wulkaniczną górę z dymem.
-No i co??
-To jest podpowiedź – wyspa jest wulkaniczna.

Hermiona przetarła oczy i oparła się o sofę.
-No to dwie godziny szukania mniej. – powiedziała nie dbale.

Octavia usłyszała, że jej komputer dzwoni.
-Dobra ja idę się umyć. […]

-Witam!! – powitał ją szef.
-Wiesz, jakoś dobrze, że Cię słyszę.
-Tak, wiem. Przed chwilą otrzymałem wyniki badań geologicznych i geograficznych tej wyspy. Zgadnij co się okazało??
-Nie mam zielonego pojęcia.
-Ta wyspa praktycznie nie istnieje.
-Co??
-To jest wyspa, która dryfuje po oceanie co 500 lat. Ponieważ pochodzi od ziemi, która znajduję się pod lodami Antarktydy. Wtedy kiedy nastąpiło rozłączenie lądów. Mały fragment prawdopodobnie oderwał się na tyle by móc w warunkach, gdy była mała pokrywa śnieżna i lodowa, wyłamać się i odpłynąć.[…]
-No ładnie, a gdzie ona jest.
-[…] Tylko, że nie wiemy dokładnie kiedy pojawi się na Oceanie Atlantyckim w pobliżu wysp brytyjskich. Oczywiście nad tym pracujemy, ale na wyniki trzeba będzie poczekać kilka tygodni.
-O ile mamy tyle czasu. Dobra. Dzięki wiele mi pomogłeś. Teraz powiem reszcie.
-Dobrze, do usłyszenia.

Octavia musiała pozbierać myśli. Włożyła puderniczkę do kieszeni, głośny oddech i pora na opowiedzenie tego wszystkiego gryfonom.

***

-Mam Wam coś do powiedzenia. – zaczęła stojąc za sofą.

Hermiona odwróciła głowę, Ron popatrzył na nią spode łba, a Harry z zainteresowaniem powiedział:
-Wal!!
-Om…. Chodzi o wyspę…
-Nie, no ja idę… - powiedział Ron i zanim Hermiona zdążyła powiedzieć cokolwiek zniknął im z oczu.
-Mu chyba nigdy nie przejdzie, – powiedziała Ginny - ale mów.
-Dobra, dzięki – usiadła obok Harry`ego – a więc pomyślałam sobie, że powinniście wiedzieć o tym… Nie, źle… Musimy wiedzieć, gdzie leży wyspa, na której znajduję się Amulet, bo Voldemort jak się o tym dowie może chcieć go zabrać przed nami. To byłoby oczywiście straszne, ponieważ amulet daje nieśmiertelność, dlatego stawka jest wysoka. Ale dość o tym, o w ramach przypomnienia o wartości tej misji…. Dobra, zaczynam już przynudzać… To co powinniście wiedzieć:
Po pierwsze – wyspa jest wulkaniczna,
Po drugie – jest to wyspa dryfująca,
Po trzecie… podaj mi mapę… powinna znaleźć się mnie więcej tym miejscu 15 czerwca…
-Skąd to wiesz?? – zapytała Hermiona. Octavia po chwili namysłu odpowiedziała:
-Z daty druku „Amuletów…” 15 i 06 czyli 15 czerwiec…
-Hmm… no niby się zgadza, ale gdzie jest położona…
-Pamiętasz, że nie znano wtedy równika??
-No tak, ale…
-Patrzcie… jeśli weźmiemy to pod uwagę, to teraz mam będzie łatwiej ją znaleźć, również poprzez datę… Zobacz… 15…
-Ale 15 nam nic nie daje….
-No to może 51 – powiedział Harry.
-No właśnie… zobacz…
-To będzie tutaj…
-A reszta 06… czyli tu…
-To już mamy położenie…
-Teoretycznie, bo przecież dokładnie nie wiemy…
-Oj, ale skoro wyspa przypłynie tutaj dopiero 15 czerwca to mamy jeszcze dużo czasu i nie musimy się tak o to martwić… Nie wiem jak wy, ale ja idę spać bo coś zaczynam tego nie trawić. Dobra noc. – powiedziała sennie Ginny i poszła do D.

Hermiona siedziała w ciszy przez chwilę.
-Poczekaj… jeżeli ta wyspa jest wulkaniczna to jakim cudem dryfuje??
-Jest tam amulet i jest on chroniony jakimiś zaklęciami, więc to chyba proste dlaczego…
-Jutro się jeszcze nad tym zastanowię… teraz idę spać…

Octavia została z Harry`m. Patrzyli na siebie przez chwilę. Byli tacy podobni, ale tylko ich różniło.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć… - powiedział nieśmiale.
-Tak… dzięki, jeszcze żaden chłopak mi tego nie powiedział.- dodała z uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć… - uśmiechnął się.
-To może ja…
-Tak idź… ja jeszcze pomyślę…
-Ok…dzięki jeszcze raz…



Notka dedykowana wyjątkowo mojemu najlepszemu przyjacielowi za to, że jest i za to, że wierzy, że się uda... Wielkie dzięki mu za to... A jeżeli chodzi o te 57 komentarzy to bardzo Wam dziękuję, postaram się odpisać na wszystkie... A notka wymyślona jako tako, bez wielkich rewelacji... Dzięki jeszcze raz i pobijmy te rekord komów. :)



komentarze [31]

...My life got cold... >> piątek, 3 listopada 2006 22:14:13
Głucha pustka w głowie odbita
Niczym echo powraca jako wspomnienia
Nie poradzisz na tą przypadłość
Musisz się tylko poddać
W mroku tak stoisz bezbronna
I w uszach tylko głucha cisza
Zaległa
Otwórz się naprawdę
Otwórz się na to co nie uniknione…
Na przeznaczenie…




Cisza trwała bardzo długo być może wieczność albo kilka sekund. Mózg nie wiedział czy ciało jest martwe czy ledwo żywe, a może jest w stanie o własnych siłach odejść i już nigdy nie wrócić.
Tą parszywą egzystencję w nieświadomości czasu i miejsca przerwał rozdzierający odgłos.
Metal uderzył o kamień z taką siłą, jakiej do tej pory dziewczyna nie czuła. Było w tym coś takiego. Niewyobrażalnego. Octavia obudziła się z tego snu. Kręciło jej się w głowie. Otworzyła oczy. Malfoy`a nie było, a niedoszłe narzędzie zbrodni leżało przed nią. „Stchórzył….. Jest tylko jednym wielkim tchórzem…” pomyślała. Teraz kiedy miała w głowie ten obraz, w którym chciał zbliżyć się do niej fizycznie, na sam widok D.M. nie mogła by normalnie przejść jak gdyby nigdy nic. Jej temperament i wrodzona chęć zemsty za krzywdy innych i swoje nie dawała spokoju. Można by rzec, iż tylko zemsta była by tym czego teraz chciała. Niestety misja ratowania świata dla wiecznie spokojnej i opanowanej agentki była ważniejsza, bo wiedziała o konsekwencjach.

Nie było czasu na zbytnie myślenie o tym. Octavię bolała głowa tak, że nie była w stanie dojść o własnych siłach do PW. Jednak zawziętość wzięła górę i powolnym krokiem z ciężkim oddechem i opierając się ściany wyszła z WS. O tej porze na korytarzu nie było nikogo i w każdej chwili mógł ją tu przyłapać Filch, ale to i tak ją nie obchodziło. Nagminnie łamała wszystkie regulaminy szkolne.

Szła tak zatrzymując się co parę metrów. Ból stał się już nie do wytrzymania. Oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Zrozumiała jaka jest bezbronna. Zrozumiała, że każdy w bólu staję się bezbronny…
Osunęła się na posadzkę…


Po jakimś czasie otworzyła oczy. Zobaczyła, że jest w skrzydle szpitalnym, a koło niej siedzi Ron i czyta Żonglera.
-Co tu się dzieje??- zapytała. Ron odwrócił się i powiedział:
-Może ty nam powiesz co ty wyprawiasz. Znaleźliśmy Cię około północy, niedaleko WS, nieprzytomną, a Ty się pytasz co się dzieje. Nie będę mówił już jak Hermiona się znowu obawiała, że ten palant Malfoy coś Ci zrobił. Nie wspominając już o burdelu w WS.

Octavia popatrzyła w sufit.
-No tak mogłam się tego spodziewać. Ja Wam próbuję pomóc, a Wy myślicie, że się zabawiam w najlepsze.
-Tego nie powiedziałem.

Dziewczyna westchnęła. Takie obowiązki nie są dobre. Może by tak z czegoś zrezygnować. „Nie, to nie wchodzi w grę”.

-A czy Harry jest ciągle obrażony??
-Jak cholera, jeszcze jak Cię znaleźliśmy to tak klą, nie widziałem żeby ostatnio był taki wkurzony jak wtedy. Musiałaś mu nieźle podpaść.
-Ooo… to chyba bardzo.
-Niewiem o co Wam chodzi bo ja tego nie rozumiem, ale wiem jedno, jak chcesz się z nim zaprzyjaźnić albo kontynuować znajomość to chociaż nic przed nim nie ukrywaj. Nienawidzi tego. O właśnie idzie Hermiona…-powiedział i wstał.

Gryfonka podeszła do łóżka Octavii.
-Ron możesz już iść, musze jeszcze z nią pogadać…
-Dobra… Zdrówka życzę…- mrugnął do agentki i poszedł. „Co za miły chłopak”- pomyślała.

Octavia popatrzyła na Hermionę. Zrobiło jej się głupio bo pokłóciła się z Potterem, zostawiła burdel w WS i jeszcze stoją w miejscu z amuletem.

-Posłuchaj…. –zaczęła Hermiona- wytłumaczyłam wszystko Harry`emu wczoraj wieczorem. Powiedział, że teraz rozumie i wcale się nie obraził, a w ogóle to chce nam pomóc, jeszcze masz szczęście bo za nim nauczyciele przyszli do WS to nie było tam żadnych talerzy ani nic. A my widzieliśmy tam nie złe pobojowisko…. –westchnęła- Tak poza tym to jutro wychodzisz.
-Hmm… wiesz nie wiem co powiedzieć, jesteś strasznie równą kumpelą i… dzięki Ci za wszystko…
-Teraz to możesz na mnie liczyć. A tak poza tym kto Ci to zrobił?? - Hermiona zauważyła bliznę w kształcie węża.
Octavia przejechała palcami po ranie.
-Oj, to zwykłe zadrapanie.
-Nie kłam… Co się wydarzyło w WS??
-Nic… przecież…
-Octavia! Powiedz prawdę przecież ja chcę Ci pomóc!!

Chwila milczenia. Octavia patrzyła pusto w okno naprzeciwko. Prawie szeptem wypowiedziała jedno nazwisko:
-Malfoy.

Hermiona mało nie spadła z łóżka, na którym przysiadła. Potem jeszcze patrzyła wyzywającym wzrokiem na Octavię.

-Ale jak to?? Przecież… Nie rozumiem….On…. Osz kurde no!!- powiedziała.
-On coś knuje, przeciwko mnie.
-Malfoy knuje przeciw Tobie!! Nie wiem. Możliwe. Ale chce wiedzieć tylko jedno… Czy On…czy On… może inaczej… czy może coś między Wami zaszło??
-Źartujesz?? W życiu… Mogę Ci opowiedzieć…
-Nie dzięki…
-Poprostu chciał mnie pocałować…
-A jednak wiedziałam, że na Ciebie leci!!
-… ale potem rozpętała się prawdziwa wojna!!
-Wiesz jakoś trudno mi w to uwierzyć… - popatrzyła na zegar- Dobra musze lecieć na lekcje mamy teraz eliksiry… Zobaczę czy Malfoy będzie.. .Trzymaj się wpadne jeszcze dzisiaj…

Powiedziała i wybiegła z SS zostawiając Octavię, która chciała jeszcze coś powiedzieć.
I znowu samotność…



Z pamiętnika Ginny:
„15 listopad-
Wstałam rano jak zwykle nie chętnie. Wszystko mnie zniechęca: pogoda, koleżanki, wczorajsze uczenie się do późna i Harry. Ostatnio coraz częściej się kłócimy Pamiętniku. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie boli serce gdy słyszę, że nie powinnam się wtrącać w jego sprawy. Nie wiem o czym tam gadają, ale to ma na pewno związek z Octavią. Lubię ją chociaż ma tyle tajemnic. To taka jedna wielka tajemnica. Odkąd wyszła z Skrzydła Szpitalnego codziennie jest w bibliotece z Hermioną i Harry`m. Ron powiedział mi, że już Go nie obchodzi co tam robią bo to jest zbyt skomplikowane jak na jego umysł. Z czym oczywiście się nie zgadzam.
Wracam do poranka. Po toalecie codziennej wzięłam książki i poszłam na śniadanie. Przy naszym stole siedziały już Octavia i Hermiona. Nie rozmawiały co mnie zdziwiło bo jak podchodziłam do nich do zawsze kończyły rozmowę. Powiedziałam do nich tylko „cześć” i nałożyłam sobie jajecznicę. Patrzyły obie na mnie… A raczej na to co było za mną czyli na Malfoya!!
Podobno Octavia tej feralnej nocy zanim ją znaleźli nieźle dostała od niego… Co za ćwok!! Myśli, że jak popatrzy na jakąś to ona mu od razu do łóżka wskoczy… Frajer… Eh.. Szkoda mi pisać o nim..
Tak, więc patrzyły na niego. Nie wiem co się stało potem bo jadłam, ale wstały i wyszły. Dziwne zawsze rozmawiałam z nimi rano. Oczywiście Pamiętniczku nie obrażę się na nie.
Po śniadaniu poszłam na zielarstwo, na którym są nudy przez duże N i nie było nic ciekawego. Potem OPCM- nareszcie! Longhorn pokazywał kolejne przydatne zaklęcia obronne. Nie wiem po co, bo wszystkie znałam z GD i zarobiłam parę punktów dla Gryffindoru. Potem tylko wróżbiarstwo czyli ciąg dalszy wróżenia z tarota i dwie godziny transmutacji. McGonagall oczywiście straszyła Sumami, nie mówiąc już o tym, że zaczęliśmy przemieniać kota w mysz i na odwrót a jest już listopad. Pod koniec roku muszę co najmniej zamienić kruka w słonia… eh…

Kolacja. Wreszcie mogę odpocząć chwilę. Przy stole Octavia coś pisała, a Harry to czytał. Hermiona wróciła obładowana pergaminami. Właśnie skończyła numerologię. Popatrzyły na siebie, a Harry wziął notatkę Octavii i pokazał ją Hermionie. Podniosła tylko brwi i siadła. Pogadałyśmy trochę o lekcjach i poszłam z nimi do PW. Usiadłam przed kominkiem. Ciepło uderzyło mnie i było mi bardzo dobrze. Wtedy przyszedł Dean. Oczywiście próbował mnie namówić na czułości, ale nie miałam siły. Kiedy nagle ni z tego ni z owego z D przyszły Octavia i Hermiona trzymająca grubą książkę pod pachą. Zdziwiłam się. Dziewczyny usiadły. Octavia wyjęła pergamin. Hermiona wzięła głęboki oddech(…).”


-No to teraz musimy zebrać wszystko do kupy i zastanowić się o co chodzi i jak się do tego zabrać…-zaczęła Octavia- Hermiono…
-Zacznę od tego, że nie wszystko będzie na początku takie jasne jakim jest. Nie zadawajcie pytań typu: „skąd to się wzięło?”, „skąd to macie?” itp. bo nie mamy czasu na to. Tylko coś związane ze sprawą. Jasne??
Wszyscy pokiwali. Na szczęście było już po 21 kiedy zabrali się do tego, więc cały pokój wypełniali członkowie GD.

-Zacznę więc-powiedziała Octavia i wstała. – To może być nie zrozumiałe, ale kiedy mugole węszyli po zamku, a właściwie oglądali go… Razem z Harry`m dowiedziałam się, że w tych „ruinach” czyli na zamku był albo jest, ale raczej był sobie amulet, który daje życie… I właśnie teraz naszym celem jest dowiedzieć się jak najwięcej o tym amulecie oraz ZNALEZIENIE GO. Podejrzewamy, że Voldemort będzie chciał go znaleźć bo to jest amulet życia.- skinęła na Hermionę, która otworzyła księgę i zacytowała:

-„Amulet życia jest jednym z tych, które mogą przywrócić życie. Jednak nikt od dawna nie wie gdzie znajduje się ów naszyjnik z 24 karatowego złota i okiem z heliodoru. Być może jego ostatni właściel umieścił go bardzo dobrze tak aby siły zła nie mogły go dopaść, co przy jego magicznych właściwościach prowadziło by do katastrofy.”

-Co wnoskujemy?? Może Ron powie.

-Yyy… że amulet jest gdzieś ukryty i bardzo cenny.
-Widzisz jak chcesz to potrafisz. A może coś jeszcze??
-Amulet miał właściciela. – rzucił z kąta Neville.
-Właśnie!! Tylko, że sami nigdy nie dowiemy się kto nim był. Dlatego jutro idziemy do dyrektora.
-A co z miejscem??- zapytał Harry.
-Jak dowiemy się kto to był to może i dowiemy się gdzie to schował. Ale wiecie zazwyczaj najlepsze kryjówki są najgłupszymi… -Octavii przypomniała się jedną z misji… - Poza tym nie wiem czy to ma jakiś związek, ale wiecie do prof. Trelawney to raczej nie pójdę z takim snem.

Wśród obecnych ciche szmery…
-Po prostu śni mi się wyspa na morzu…
-To na pewno jest wskazówka!- powiedziała Parvati – Coś chce Ci powiedzieć, że coś innego jest związane z wyspą!
-Tak, ale gdzie ta wyspa jest??!!- powiedziała Octavia- wiecie, ja idę spać. Niech Hermiona odpowie na Wasze pytania. Dobranoc.

Parę osób odpowiedziało Dobranoc i dziewczyna poszła do D. Wzięła szybki prysznic. Położyła się. Starała się myśleć o niczym, jednak jest to trudne.



c.d.n.

Mam nadzieję, że Wam się podoba... Muzyczka trochę nie pasuje, ale klimacik jest;)

komentarze [53]

Maybe we can take a ride... Very long ride... >> piątek, 20 października 2006 21:17:19
Malfoy siedział nie dbale na krześle podpierając głowę ręką. Patrzył na płomienie na ogromnym palenisku w kuchni. Skrzaty, które ze strachu przed Snape`em pochowały się do szafek i pod stoły coraz śmielej wychodziły z kryjówek. Blondyna jednak nic nie obchodziło. Myślał.
Octavia bardzo powoli szła w jego stronę. Zatrzymała się za jego krzesłem. Założyła ręce na piersi i powiedziała:
-Zgłodniałeś??
-….Co??- Draco odwrócił się jak oparzony.
-No chyba zgłodniałeś skoro jesteś w kuchni??
-Nie muszę Ci się tłumaczyć – powiedział poirytowany.
-Skoro tak?? To ja coś zjem.
Podeszła do stołu, gdzie znajdowały się deski, warzywa, obierki, przyprawy, noże, tasaki, i wiele innych przyborów do przygotowywania posiłków. Malfoy kątem oka popatrzył na dziewczynę.
Jej czarne włosy mieniły się w blasku płomieni. Draconowi zrobiło się dziwnie gorąco.
Nagle agentka odwróciła się i podeszła do następnego stołu. Wiedziała, że jest obserwowana.
Wyjęła różdżkę.
-Accio nóż- powiedziała. Po chwili tuż przed nosem Dracona leciał nóż.
Dziewczyna bez odwracania się złapała go w rękę. Kroiła coś a potem wkładała do miski.
Malfoya to coraz bardziej drażniło. Nie mógł do niej podejść, ani tym bardzie się odezwać.
Octavia odwróciła się do niego i ich spojrzenia się spotkały. Dziewczyna podniosła różdżkę i powiedziała:
-Accio feta.
-Co??
-A co ma być…. Sałatka grecka.
Dracon zmieszał się. Bardzo chciał wstać. Ale nie mógł. Znowu przed jego nosem przeleciał tym razem pudełko z serem. Octavia złapała go i dodała do miski. Mieszała przez chwilę.
Następnie podeszła do obszernego kredensu gdzie znajdowała się cała zastawa Hogwartu.
Wyjęła dwa widelce i dwie miski. Wróciła na miejsce i nałożyła trochę sałatki do misek.
Odwróciła się do Dracona.
-Masz.- podała mu miskę.
-Nie chce.
-Bierz jak dają.
-Nie chce. – blondyn odwrócił głowę i patrzył na drzwi.
Octavia wzięła widelec i nabrała trochę warzyw. Wycelowała i wsadziła mu ją do buzi zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Mimo oburzonej miny i wyraźnie rosnącego zdenerwowania przeżuwał wszystko razem z kłębiącymi się myślami. Dziewczyna postawiła przed nim miskę. Sama zaczęła jeść. Malfoy nie wytrzymał. Wstał. Wolność. Wreszcie. Podszedł do Octavii. Trzymała widelec w ustach co wyglądało bardzo seksownie. Zbliżył się na tyle aby czuć zapach jej perfum.
Octavii uśmiechały się oczy, a na ustach gościł grymas.
-Tylko spróbuj mnie pocałować- powiedziała.
Malfoy u kresu swojej cierpliwości bez słowa wyszedł trzaskając drzwiami. Octavia zaczęła się śmiać….


Przez następne kilka dni Octavia unikała Malfoya jak tylko się dało.

SMS: siemka! przesladuje mnie taki chłopak! co mam zrobic??
ODP: najlepiej sie z nim umow!
SMS: nie o to chodzi!
ODP: a o co??
SMS: chyba mu sie podobam….
ODP: no to sie z nim umow!!!!!
SMS: wielkie thx :/


Hogsmade wydawało się jeszcze bardziej przygnębiające niż gdy Octavia zobaczył tą wioskę pierwszy raz. Drzewa bez liści. Słońce nie chce już grzać tak jak w wakacje. I oczywiście pada deszcz. Hermiona i Octavia szły przez ulice całe przemoczone. Do Trzech Mioteł było tylko kilka kroków. Octavia właśnie naciskała klamkę od drzwi kiedy ktoś otworzył je, a stal utkwiła w zieleni źrenic dziewczyny. Dracon uśmiechnął się do niej.
-No kogo my tu mamy. Szlama i Lorens… hmm…
-Co taki zdziwiony Trzy Miotły to jeszcze nie restauracja dla vipów.
-Nie puskuj bo następnego pojedynku ze mną nawet nie zapamiętasz…
-Hermiono, czy myślisz, że jedno upokorzenie przed szkołą wystarczy??
-Jak dla kogoś kto własnej matki nie szanuje!! Trzeba przynajmniej kilku.
-Ty masz akurat najmniej do powiedzenia, głupia szlamo.
-A ty chyba za dużo przeklinasz…- powiedziała Octavia.
Hermiona nie mogąc dłużej znieść obecności Ślizgona weszła do środka.
Octavia nadal patrzyła się na Malfoya. Nie trwało to jednak długo bo na końcu ulicy pojawiła się Parkinson krzycząc już z daleko coś do Draco.
-O nie!! Ta durnowata szmata mnie już wkurwia. – rzucił i czym prędzej odszedł.

Octavia weszła do baru. W środku panował hałas. Przynajmniej połowa szkoły przewijała się przez lokal. Dziewczyna ledwo co znalazła Hermionę. Usiadły przy stoliku razem z Harry` m, Ronem, Ginny, Luną, Nevillem i kilkoma byłymi członkami GD. Harry zagapił się na madam Rosterę co oczywiście Ron wyśmiał jako poszukiwanie tej jedynej. Na co wszyscy zareagowali głośnym śmiechem. Później przez trzy godziny rozmawiali o szkole, quidditchu (Hermiona poszła do toalety) i kontynuowaniu spotkań GD w tym roku.
-Może nie ma z czym walczyć, ale lepiej znać parę zaklęć więcej…. –powiedział Harry.
-Co??- Octavia podniosła brew do góry- zawsze jest jakiś przeciwnik. Trzeba o tym pamiętać. Nawet jeżeli o nim nie słychać albo się nie ujawnia.
-Nie rozumiesz wtedy to było co innego… Mieliśmy cel…. I to było najfajniejsze… Nie spotykaliśmy się dla zabawy tylko żeby się nauczyć czegoś bo na obronie nie używaliśmy różdżek…
-Dlatego chce abyście dalej się spotykali…-Octavia otworzyła szerzej oczy.
-Po co??
-Ty już wiesz po co…
-No właśnie nie wiem…
-Hmm…. Choć…- dziewczyna wstała.
Harry mruknął coś do Rona i dźwignął się z krzesła. Przecisnąwszy się przez tłum wyszedł. Dziewczyna stała przed drzwiami zimny wiatr rozwiewał jej włosy.
-Choć – powiedziała i ruszyła w kierunku Wrzeszczącej Chaty.

***

Dziewczyna oparła się o drzewo. Harry patrzył na Chatę. Przypominała mu pierwsze spotkanie z Syriuszem. Niestety nie zapełniała tej pustki i starty jaką nosił w sercu Harry.
-Mam pewną księgę, która….
-Jaka księga??
-To długa historia… Ale odkąd mam tą księgę śni mi się ocean i pewna kobieta, która mówi:
…Światło sprawiedliwości niech rozpali żar w sercu złego...
I pogrąży gniew w piekielnej otchłani zła....
Ludzie prawości zwycięzcami....
A nieprawi zwrócą im co należy do nich.....
I pokój zapanuje w krainie....
Jednak droga będzie trudna...
To czego szuka jest blisko jednak bardzo daleko....
”- wyrecytowała agentka.

Harry patrzył na Octavię myśląc, że ta zaraz krzyknie: „Niespodzianka”.
Jednak w jej oczach widział tylko samego siebie…
-Nie żartujesz sobie ze mnie??- zapytał nieśmiało.
-A wyglądam na kogoś kto zaraz powie: „Mamy Cię”
-…yyy …Tak!!
-No to…
-A dlaczego teraz mi to mówisz a nie jak to odrazy się pojawiło!! To nie fair. Ja mówię przyjaciół od razu jak coś mi się przyśni….
-No tak jak w tamtym roku…
Harry odwrócił się. Tak, właściwie to przez jego głupią wizję stracił ojca chrzestnego… Bolesne, ale prawdziwe…
-Sorry muszę wracać do zamku- powiedział…
-Ale… -nie dokończyła Octavia.

***

Wieczorem w Wielkiej Sali na uczcie Octavia siedziała razem z Ginny i Hermioną. Harry i Ron wyszli już dawno. Harry widocznie obraził się za to co dziewczyna mu powiedziała nt. wizji itp.
-Obraził się- Hermiona nalała sobie soku.
-Mogłam mu nie mówić….
-Miałaś dobre zamiary…
-Om….
-Tak czy siak Malfoy się na Ciebie gapi…
-A rzeczywiście…- dziewczyna spojrzał w stronę stołu Ślizgonów.
Stalowe oczy wbijały się w jej postać. Dziewczyna wyczytała, że on czegoś od niej chce.
Bardzo chce.
-Idziesz??- Ginny wstała z ławy.
-Nie… jeszcze zostanę… -powiedziała patrząc się na blondyna.

Po kilku minutach WS zaczęła pustoszeć. Malfoy bardzo powoli jadł kolację i patrzył się na dziewczynę. Octavia bardzo powoli jadła kolację i patrzyła się na blondyna. Byli sami…
Octavia odkryła w nieśmiałym uśmiechy swoje zęby. Wsparła się na dłoniach z tyłu i wypięła klatkę piersiową. W zalotnym uśmiechu kręciła głową. Malfoy wyszczerzył zęby już myślał co dalej…
Dziewczyna wstała i weszła na stół strącając naczynia…


Malfoy nie wytrzymał podszedł do dziewczyny… Objął ją w talii i posadził oparł na stole. Zbliżał usta w uśmiechu, jego oczy tak bardzo wyrażały tylko…pożądanie. Byli już kilka centymetrów od siebie. Octavia trzymała rękę z tyłu, palcami powoli szukała czegoś… Dotknęła czegoś zimnego i metalowego. Jednym ruchem przekręciła rzecz w palcach. Usta Dracona były bardzo blisko…
Octavia jednym ruchem przystawiła mu nóż do policzka. Bardzo cicho syknął. Octavia otworzyła szeroko oczy. Dopiero wtedy zorientował się, że koło jego szyi znajduje się kuchenny nóż. Malfoy jak oparzony odskoczył w tył.
-Co Ty chcesz mnie zabić??
-Skąd?? Nastraszyć!!

Octavia podrzuciła nóż i szybko wyjmując różdżkę zaczarowała go. Malfoy przestał głupio się uśmiechać i wyczuł podstęp. Złowieszcze ostrze odbijało się od blasku świec niczym księżyc w tafli jeziora. Dopóki będzie wisiało tak w powietrzu, dopóty Dracon nie będzie mógł się ruszyć. Dziewczyna patrzyła na niego… Miała przewagę. Blondyn miał jedno wyjście – unik.
Bo przecież ucieczka nie wchodziła w rachubę.
-I co myślisz, że jesteś taka cwana?? Że ja jestem na tyle głupi, aby dać Ci się nastraszyć??

Octavia przewróciła oczami. Ten moment wykorzystał. Rzucił się w bok wprost na ławy stołu Ślizgonów. W tej samej chwili nóż wiszący w powietrz przeleciał niczym błyskawica koło szaty blondyna. Malfoy upadł ciężko na podłogę. Skrzywiony podniósł się i usiał pod stołem. Wzrokiem szukał agentki, która schowała się na samym końcu stołu Domu Lwa. Blondyn nie czekając na atak przeczołgał się do końca stołów, Octavia przeszła na drugi koniec swojego stołu. Malofoy rozejrzał się, ale nie mógł nigdzie zobaczyć czarnych włosów. Octavia wyjrzała zza rogu i prześlizgnęła się pod stół Puchonów. Draco czym prędzej zmienił swoje położenie na stół nauczycielski. Octavii mignął czubek jego głowy. „Aha”- pomyślała. Blondyn umiejscowił się na nowej pozycji. Wyciągnął różdżkę. Podniósł głowę. Na blacie leżały widelce, świece, noże, łyżki, talerze- czyli wszystko czym można zadać ból, o ile można było by tak powiedzieć. Octavia wiedziała, że zaraz rozpęta się piekło.
-Accio noże- szepnęła, a kilka sztućców znalazło się w jej ręce.

Nadeszła ta chwila. Po kilku minutach ciszy Octavia i Dracon wstali z podłogi i na raz krzyknęli:
-Experlliarmus

Dwa snopy światła zetknęły się ze sobą. Przez chwile poświeciło a potem zgasło. Octavia podniosła dłoń. Zamachnęła się, a nóż poszybował i świsnął Malfoyowi koło ucha. Ten nie chciał być dłużny i zaczarował noże i widelce tak aby mógł nimi kierować. Jednym ruchem poszybowały w stronę dziewczyny. Octavia kucnęła a ostrza przeleciały jej nad głową i wbiły się w drzwi. Dziewczyna skoczyła i przeturlała się przez puchoński stół. Zebrała wszystkie sztućce jakie zobaczyła i zeskoczyła na drugą stronę. Malfoy zszedł z podwyższenia na stół nauczycieli i ruszył w stronę dziewczyny. Ponad tuzin noży poleciało za nim. Niektóre przeciskały się między ławami, niektóre wbijał się po drodze w blaty. Octavia nie zauważyła kiedy Mafoy stanął za nią i wymierzył kilka noży w jej plecy.

-A teraz??

Octavia zrobiła wielkie oczy i powoli wstając odwróciła się. Niestety nie tego spodziewał się Dracon, chciał zobaczyć jak upada przed nim na kolana i błaga o życie. Ona , zaś, stała i patrzyła na niego mrożącym spojrzeniem. To było już nie do wytrzymania, nie dość, że atakuje to jeszcze w takiej chwili posyła takie spojrzenie arystokracie. Malfoy machnął różdżką i opadły noże, został tylko jeden. Przeleciał zgrabnie przed Draco, który ciężej oddychał. Coś mu w głowie mówiło, że jeżeli się jej teraz nie pozbędzie to wszystko się zmieni. Nie miał wyboru. Ostrze powoli ruszyło w kierunku dziewczyny. Octavia zamknęła oczy. Koniec był blisko. Bardzo blisko. Usłyszał tylko świst, a potem… Nic… cisza…



c.d.n.

Ha! Oto moje wypociny... Jak na mnie to bradzo długa notka i pewnie nie każdy ją przeczyta, ale i tak zapraszam...


komentarze [29]

Walking through an open door that led me back to you.... >> środa, 11 października 2006 16:42:33

Jesień stawała się coraz bardziej mokra i zimna. Codzienne opady deszczu zniechącały uczniów do wychodzenia na błonia. Październikowe wieczory Octavia i Hermiona spędzały na czytaniu przeróżnych ksiąg z działu zakazanego oraz z “Amuletów...”, lecz nic oprócz dziwnej wyspy, która śniła się co noc Octavii, nie udało im się ustalić.

Jednak w listopadzie wszystko nabrało większego tempa...

Octavia przechadzała się właśnie po zamku. Przechodziła obok kuchni kiedy usłyszała krzyki. Nie zastanawiając się podbiegła do uchylonych drzwi...
-... to było bardzo nie odpowiedzialne!!!- krzyczał Snape.
-Ale to najlepsze co mogłem zrobić, nic nie pamięta i niczego nie wie-odpowiedział blondyn.
-Ha! Myślisz, że Dumbledore jest tak głupi i nie będzie chciał jakoś tego przywrócić.
-Przecież się nie da!!
-Da się!!
-Niby jak?? Sam mówiłeś, że to jest nie odwracalne. To jakby ktoś nakręcił film, a potem wycią nie potrzebną scenę. W kinie tego nikt nie zauważy.
-Wiem, ale np. Lockhart powoli przypomina sobie kim jest i być może niedługo będzie taki jak przedtem.
-Ale zanim ona to sobie przypomni to minie dużo czasu i mój plan już będzie dawno zrealizowany.
-Zobaczymy. Zawsze są jakieś nie udogodnienia.
-Jak na razie to jest tylko jedno – ona, a z resztą idzie jak po maśle.
-Dlatego musisz się jej pozbyć!!
-Łatwo powiedzieć. Jest zbyt dobra w te klocki.
-No to....przeciągnij ją na swoją stronę. Jak nie chcesz jej likwidować to będzie z niej chociaż jakiś pożytek.
-To też głupi pomysł. Może wszystko kablować Potterowi.
-Potter jest za głupi na takie rzeczy. Jak wiesz zawsze polega na przyjaciołach, a rzadko na siebie. Ty zaś polegasz tylko na siebie i dlatego nigdy nikt Cię nie zawiódł i nie zawiedzie.
-Nie wiem. Przemyślę to wszystko. Spotkajmy się w Twoim gabinecie około 21.
-Dobrze, Draco. Dobranoc.
Snape wyszedł szybkim krokiem. Malfoy siedział na krześle przed kominkiem. Octavia już wiele rozumiała. Problem w tym, że jest tu po to żeby Pottera ochraniać a nie rozwiązywać sprawy jakiś amuletów, albo co gorsze, mieć zachwiane poczucie lojalności. Może zaufa tylko Jerry`emu i swoim przyjaciółkom. Nikomu więcej, takie ma zasady. Patrzyła jeszcze przez szparę między drzwiami a futryną na blondyna. Na pierwszy rzut oka nie wygląda na sługę Voldemorta. Jednak nie zawahała się wejść do pomieszczenia…

c.d.n.

Notka jak widać krótka... Dzisiaj nie mam weny, ale może w weekend coś napisze i jeżeli będzie sporo komentarzy to dodam kolejną część....


komentarze [30]

Make me sway..... >> sobota, 30 września 2006 09:31:45
Octavia weszła pod prysznic. Myjąc swoje piękne, ale brudne i spocone ciało, myślała o tym co przed chwilą się stało. Miała czarną dziurę w pamięci. Szła tylko przez korytarz i potem obudziła się na kamiennej podłodze. Hermiona powiedziała Dumbledore`owi, MacGonagall i Hagridowi, że dziewczynie nic nie jest i że przyjdzie się wytłumaczyć jutro bo teraz jest zbyt zmęczona by cokolwiek powiedzieć.

Z ręcznikiem na głowie i w szlafroku wyszła z łazienki. Odsłoniła kotary ze swojego łóżka, poukładała poduszki i usiadła na nich. Hermiona położyła się w nogach.
-Co tam masz ciekawego??- zapytała wyraźnie podekscytowana.
Octavia wyjęła z plecaka księgę.
-Ale zanim coś zrobimy chce Ci powiedzieć, że nic nie pamiętam..... Nie wiem skąd to mam i nie wiem co robiłam ani gdzie byłam. Po prostu pustka....
-Ale jak to???
-No właśnie Ci mówię, że nie wiem....
-Dziwne... Jutro jak pójdziesz do Dumbledora to się zapytaj.
-Okey. Ale teraz przechodzimy do rzeczy.
Odwróciła książkę tytułem do góry: “Amulety i ich legendy”.
-Co?? Przecież.... -Hermiona nie modła oderwać wzroku.
Octavia otworzyła okładkę.

Amulety i ich legendy
wg. Alory Night i Laury Night

Spis treści:
*To czego jeszcze nie wiesz o amuletach.
*Podział amuletów.
*Amulety i ich legendy od a do z.


-Ty!! O kurde.... Alora Night... przecież ja ją..... ja ją znam!!!!!!!
-No co ty????!!!!
-Tak..... Podczas wakacji w Bułgarii na plaży jakaś dziewczyna wypłynęła z morza i była nie przytomna. Ja i Wiktor Krum zaopiekowaliśmy się nią i po paru dniach ocknęła się i powiedziała, że nazywa się Alora i jest.......
-Kim jest???
-Strażniczką jakiegoś klucza i zgubiła go w morzu!!!!!

Zapadła cisza. Hermiona przewróciła kartkę na tekst i zaczęła czytać.
-Jak my o tym wszystkim powiemy Dumblowi i reszcie??- zapytała Octavia.
-Nie wiem, ale to chyba nie nasza sprawa, jak będziemy miały coś konkretnego wtedy im powiemy, tak będzie bezpieczniej. Wiesz, Harry jak się za coś zabierze to pół szkoły o tym wie... więc się nie opłaca... Mogę??
-A jasne.... Ja idę spać jestem zmęczona.....

Hermiona zabrała księgę i poszła czytać na swoje łóżko.
Octavia gdy tylko się położyła natychmiast zasnęła.

Światło sprawiedliwości niech rozpali żar w sercu złego...
I pogrąży gniew w piekielnej otchłani zła....
Ludzie prawości zwycięzcami....
A nieprawi zwrócą im co należy do nich.....
I pokój zapanuje w krainie....
Jednak droga będzie trudna...
To czego szuka jest blisko jednak bardzo daleko....
”- powiedziała kobieta o platynowo blond włosach i bardzo szarych włosach. Octavia znajdowała się bardzo wysoko nad ziemią..... a właściwie nad oceanem, a błękit wypełniał całą przestrzeń... Kobieta trzymała bardzo duży i długi klucz. Na górnym końcu widoczny był złoty klejnot, który wyglądał jak naszyjnik. Kobieta miała na sobie krótką sukienkę i wysokie skórzane buty. Wyglądała jakby przed chwilą wyszła z morza.
Powtarzała cały czas te kilka zdań, jakby chciała żeby Octavia zapamiętała to przesłanie.....

Jeżeli chcesz być powiadamiona/ny o nowych notkach to napisz to w komentarzu!!

komentarze [21]

Trochę długa notka i ogłoszenie.... Have you got a chance?? >> piątek, 15 września 2006 16:44:00
Otóż to ostatnia notka, o której Was powiadomie...(czyli tych u których jestem w ulubionych)
Po pierwsze to strasznie długo trwa a po drugie i tak ich nie czytacie(notek)...
Dlatego jak ktoś chce być powiadamiany to pisze to w komentarzu(:"Chcę wiedzieć o nowej notce" albo coś w tym rodzaju:). Poza tym nie które osoby, które powiadamiam nie komentują albo wogóle od dawna tu nie wchodziły. Jest mi trochę głupio tracić czas kiedy ktoś nawet nie był na mojej stronce... Trudno... Teraz czas na trochę długą notkę...
Miłego czytania...


Hermiona siedziała na parapecie wyglądając przez okno. Przerażenie i strach w jej oczach wydawały się dziwnie nie naturalne. Harry chodził dookoła sofy przed kominkiem, którym drzemał Ron i siedziała Ginny. Neville bawił się z Krzywołapem.
-Neville!! Przestań, nie rozumiesz, że atmosfera jest już i tak napięta...- fuknęła Hermiona.
-Co się stało??- zapytał Ron ziewając.
-Nic, żadnych wieści,. Śpij dalej...- powiedziała do brata Ginny.
-Jakoś nie mogę sobie wyobrazić po co Octavia łaziła by po zamku w nocy. Przecież nie wolno wychodzić z PW po dziesiątej.- Harry zatrzymał się.
-A ja skąd mam to wiedzieć miała swoje sprawy to poszła.
-Ciekawe jakie sprawy... o ile wiem jest tu nowa i nie powinna mieć żadnych swoich spraw.
-No to rzeczywiście dziwne... - Hermiona powiedziała poirytowana.- Nikt nie ma tu żadnych spraw oprócz Ciebie, tak??
-Hermiono, dobrze wiesz, że my walczymy o to aby Voldemorta zniszczyć, a ona lata po zamku jakby bawiła się w tajnych agentów. Nasz cel chyba jest ważniejszy...

Nagle zza portretu Grubej Damy wyłonił się dyrektor.
-Witam.
-O dobry wieczór- powiedziała Hermiona.- Jakieś wieści??
-............Niestety jeszcze nie znaleźliśmy jej.... Jest noc a to bardzo utrudnia poszukiwania. Sami wiecie nie możemy zbudzić uczniów bo rozsieją panikę, a i wszystkim nauczycielom też nie możemy powiedzieć... Hagrid, prof. MacGonagall oraz ja robimy co w naszej mocy, a ze swojej strony radzę iść spać bo nie wiadomo ile to może potrwać.
-A co będzie jak.... jak się nie znajdzie??
-Nic w przyrodzie nie ginie!!! Bądźcie dobrej myśli.- Dumbledore wyszedł zostawiając przyjaciół w nadziei, że Octavia zaraz przyjdzie do nich.
-Ona jest jakaś nie poważna...- powiedział Ron- idzie sobie pozwiedzać, a my tu umieramy ze strachu.
-Octavia mam pomaga.... A poza tym świetnie rozwaliła Malfoya...- uśmiechnął się Harry.

***

Światło sprawiedliwości niech rozpali żar w sercu złego...
I pogrąży gniew w piekielnej otchłani zła....
Ludzie prawości zwycięzcami....
A nieprawi zwrócą im co należy do nich.....
I pokój zapanuje w krainie....
Jednak droga będzie trudna...
To czego szuka jest blisko jednak bardzo daleko....


-Co??- Octavia przebudziła się.
Wokoło było ciemno. Dziewczyna nie pamiętała co się stało. Wyjęła różdżkę.
-Lumos!!
Leżała na czymś twardym. Przekręciła się na kolana i wyjęła z plecaka księgę.

Na brązowej skórzanej okładce widniał napis ”Amulety i ich legendy”.
“Skąd to się tu wzięło??” myślała. Nagle zadzwonił jej komputer.
-Tak??
-Wreszcie, co ty robisz tam tak długo wszyscy Cię szukają!!- powiedział Jerry.
-Nie pamiętam.
-Masz tu mapkę i idź zgodnie z białą kreską a znajdziesz wyjście.
-Dobra....


Po 20 minutach marszu Octavia była zmęczona. Do wyjścia zostało jej już parę metrów.
Lecz w miejscu drzwi była zwykła ściana. Agentka patrzyła na nią. Schowała pudrowy komputer. Wyjęła różdżkę i stukała nią w każdą cegłę. Nic. Alochomora też nic nie dała. “Super, jestem w potrzasku” Wyjęła laserową szminkę, ale mury zamku są zbyt grube by je rozbić.
Spojrzała na swoje buty. Obcasy dziwnie mieniły się w mroku. Tytanowe ostrza!! Zdjęła jednego buta. Praca szła nie najgorzej już było widać mały otwór w murze. Jeszcze tylko kilka chwil. Minęło kilka minut, a dziura stawała się coraz większa i większa.
Cała zakurzona i spocona oraz z czarną dziurą za sobą i pustką w głowie powlekła się do PW Gryfonów.

***

Hermiona siedziała na sofie i patrzyła na ogień w kominku. Harry i Ron drzemali, a Ginny już dawno poszła spać. Neville zasnął na dywanie. Za oknem padał deszcz. I tylko księżyc rozjaśniał niebo. Hermiona myślała o tym co zaszło między nią za Wiktorem. Spotkali się na początku lipca, kiedy Hermiona wraz z rodzicami pojechała na wakacje do Bułgarii. Na piaszczystej plaży, w gorącym słońcu rozmawiali o Quiditchu, o tym co się dzieje w Hogwarcie. I wtedy to się stało. Na brzeg wyrzuciło jakąś dziewczynę. Ledwo żywa i w podartym ubraniu. Musiała przytrafić jej się jakaś katastrofa morska. Razem z Wiktorem Hermiona zabrała ją do szpitala. Przychodzili codziennie aby sprawdzić jak się ma. Po 4 dniach dziewczyna obudziła się.

-Wiktor, Wiktor, ona się budzi!!
-Witam!! Jak się nazywasz??
-Gdzie ja jestem??
-W szpitalu, prawdopodobnie miałaś wypadek, a morze wyrzuciło Cię na brzeg....
Dziewczynie stanęły łzy w oczach....
-Jak się nazywasz??
-Alora..... Jaki to kraj??
-Bułgaria....
Alora miała platynowy blond włosy i bardzo szare oczy. Wysoka, wydawała się bardzo sprawna i silna. Płakała.
-Co się stało?? Dlaczego płaczesz??
-Zgubiłam bardzo ważną rzecz w morzu!!!
-Co?? Jaką rzecz??
-Nie ważne i tak nie zrozumiecie.....

Hermiona i Wiktor opiekowali się Alorą dopóki nie wyzdrowiała. Cały czas była smutna. Prawie nic nie mówiła. Nie wiedzieli skąd pochodzi i co za rzecz zgubiła. Ostatniego dnia kiedy Hermiona już wyjeżdżała Alora i Wiktor wyraźnie poczuli coś do siebie. Po kilku tygodniach w liście od Wiktora gryfonka przeczytała, że Alora to strażniczka kluczy i że nie jest istotą ludzką. Zgubiła w morzu klucz do wymiarów. Dla Hermiony było to nieprawdopodobne i pokłóciła się z nim myśląc, że robi sobie z niej żarty. Jednak w zachowaniu Alory było coś nie ziemskiego. Na pewno mogłaby pomóc im w poszukiwaniach amuletu...........

Z tych myśli wyrwało Hermionę stukanie obcasów.
-Octavia!!!- krzyknęła....

Octavia położyła palec na ustach.
-Cicho.... Choć my do Dormitorium, ogarnę się i pogadamy.... Mam coś fajnego....


c.d.n.


komentarze [16]